100606331-mom-eating-texting-while-driving-gettyp.1910x1000pic – William Howard | The Image Bank | Getty Images

Zawsze z zapałem przyglądam się kampaniom mającym na celu zwiększenie bezpieczeństwa poruszania się na drodze. ‚Stop wariatom drogowym’, ‚pijesz- nie jedź’ lub akcja którą zapamiętałam z pobytu z USA – ‚click it or ticket’.

Należę do frakcji kierowców dobrych, mądrych i rozważnych. Z wyboru.
Nigdy nie prowadzę auta nawet po najmniejszej ilości spożytego alkoholu. Także na drugi dzień po imprezie, wybieram taksówkę. Odkąd mam dzieci nie jeżdżę za szybko. Moja wyobraźnia działa na zwiększonych obrotach i przewiduję niebezpieczne sytuacje (szczególnie widząc bawiące się przy drodze dzieci). Rozmawiam głównie przez zestaw słuchawkowy, choć nawet kiedy sporadycznie, na chwilę używam telefonu, rozgrzeszam się, jako, że jeżdżę automatem.

Jednak nic to i pociecha żadna, kiedy jadę samochodem… z dziećmi.

- Mamoooo, capka mi się na oto zsuneła, poplaw! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Sypto!
– Mamo, pomój Lenie, ona umieraaaaa! Mamo noooooooooooo!
Wyciągam rękę matki Iniemamocnej, odwracam się zezując jednym okiem przed samochód, a drugim na córkę. Poprawiam czapeczkę i jadę dalej.
– Mamooo! Ona mnie bije mamoooo! Wyrwała mi instrukcję od pingwina!
– Nie, nie wylwałam. Tylko pozycyłam.
– Leeeeeeena! (odgłosy szamotaniny)
– Aaaaaaaaaaaaa! Manio mi polwał instlucje!
– Ona była moja. To ty porwałaś!
Oddycham, oddycham. Skupiam się na drodze. Liczę do dziesięciu…

Ile razy spotkała Was taka lub podobna sytuacja? Mamo popraw, mamo podaj, mamo ZOBACZ, TERAZ! Jeden się krztusi, drugi dusi. Potem się soczkiem oblali, zabawki wyrwali, albo najgorsza opcja-  coś spadło na ziemię. Z tyłu. I ty masz to podać. TERAZ! Bo jak nie to usłyszysz zew złości, żalu i rozpaczy.

Czasami nasze auto wygląda jak statek widmo. Ja z głową na podłodze, lub tylnym siedzeniu, poprawiam, podaję, wycieram, zabawiam, cały czas… prowadząc auto. Śpiewam i tańczę, żeby nie pospali się w 5-minutowej drodze z wieczornych zajęć. Podaję telefon i włączam gry… jadąc. Karmię, poję, rozbieram, ubieram.

Można rzec – nie rób tego! Wytrzymają! Nie ulega…

Ale czy na pewno krzyczące, płaczące i kłócące się maluchy będą mniejszym rozpraszaczem niż sekundowe zaspokojenie ich potrzeby? W moim przypadku, nie. Kiedy słyszę rozpacz, awantury i szamotaninę lub zwyczajny, dziecięcy płacz zza pleców, jestem kierowcą zombie. Moja zdolność oceny sytuacji na drodze maleje i wzrasta poziom drogowej agresji oraz prędkość. Mój mózg mówi – dojedź jak najszybciej, bo ześwirujesz!

Dodajmy fakt, że mówimy tu o dzieciach dość dużych. Jednak kiedy cofniemy się w przeszłość, to bywało jeszcze gorzej. Lenka ze swoimi problemami z bezdechem (>kilk<) kilka razy przestała mi oddychać w trakcie jazdy. Zatrzymywałam się wtedy gdziekolwiek akurat byłam (raz na 3-pasmówcę) i pędziłam ją budzić.

Z sytuacji bardziej codziennych – niemowlęcy alarm kiedy jakaś potrzeba nie jest spełniona natychmiast, tu i teraz! Krzyk, płacz i wicie się w foteliku, który udziela się starszemu rodzeństwu. Tych potrzeb nie da się często rozwiązać w 15 sekund tak jak w przypadku dzieci starszych. Więc mama dodaje gazu i szuka sensownego zjazdu, żeby przewinąć/nakarmić, lub po prostu uspokoić dziecko. Często działając instynktownie, a nie logicznie.

Potencjalnych historii rodzinno – podróżniczych jest nieskończenie wiele. Większości nie da się przewidzieć. Ale każda, mobilna mama, więc, że przejażdżka z dziećmi to przyjemność, tylko wtedy, kiedy one śpią. W każdym innym wypadku należy zachować czujność.

Więc kiedy następnym pojazd – widmo, wypełniony dziećmi, nie wpadaj w panikę i dzwoń na policję. Gdzieś tam wewnątrz zapewne jest bardzo wygimnastykowana, pomysłowa i rekreacyjnie hiperwentylująca się mama. Która (w pewnej mierze) panuje nad sytuacją.

Mimo wszystko…
Lepiej ustąp jej pierwszeństwa.
Dla własnego bezpieczeństwa.

kids-yelling-in-back-seat-of-car