Lubię nowe początki. Takie bez dramatycznego zakończenia.
Lubię Nowy Rok. Podsumowania, wyznaczanie celów, autoanalizę.
Chciałam zebrać swoje myśli, ulepić w całość i wysmarować rewelacyjne podsumowanie, ale ubiegł mnie Andrzej, naprawdę rewelacyjną porcją autostymulacji poprzez „21 pytań do zadania samemu sobie przed końcem roku„.

To był ciężki, ale dobry rok. Taki o którym można powiedzieć „nauczyłam się tyle co przez 10 innych”. Straciłam na zawsze dwie osoby z rodziny/najbliższego otoczenia. Pożegnań było aż nadto (I, II, III). Noszę w sercu dwie dziury. Ten rok przyniósł ze sobą masę stresu związanego ze zdrowiem najbliższych (Lenka, mama i w domyśle tata). I kiedy o tym myślę, to dogłębnie zaczynam rozumieć… doceniać, jak dobrze być mną. Jak dobrze być człowiekiem mającym tak solidne fundamenty, które nie runęły bod obciążeniem przeróżnych wydarzeń. Jak dobrze być człowiekiem szczęśliwym, pokornie przyjmującym co daje los. Uginałam się kilka razy, ale szłam dalej. I mogę uznać ten rok za dobry… o dziwo! Moja najbliższa rodzina jest przy mnie. Dzieci są zdrowe, rodzice jak na ludzi po 60-tce, także. Mam najwspanialszego męża na tej planecie! Wykańczamy nasz nowopowstały dom, planując wspólnie przyszłość. Tak, to był dobry rok!

Chciałabym jednak nadać bieg pewnym zmianom. I to jest dobry okres na podjęcie działań.
Otóż wróćcie do opisu Andrzeja i zajrzyjcie do pkt. 4. Ile wampirów energetycznych przylepiło się do mnie w tym roku? Za dużo…
Widzicie… Los blogera jest… niełatwy. Nienaturalne jest potencjalne otrzymywanie feedbacku o swojej osobie od 400 tysięcy osób (a tyle zajrzało tu w tym roku). Szczególnie, że notorycznie ta ocena jest ze sobą sprzeczna. Taki bloger musi wziąć na klatę kilkadziesiąt feedbacków dziennie i zbudować z nich jakąś wizję siebie. Wróć! Nie musi.. Ba, nie powinien! Ale przynajmniej na początku swej drogi, robi to notorycznie.
Dołóżmy do tego stadko pseudo blogowych koleżanek i mamy co drugiego blogera na psychoterapii (linkowanie pominę).

I tą mądrość i wiedzę dał mi koniec tego roku.
Blogowanie to nie jest życie. Świat wirtualny to nie jest.. życie. Nie moje!
Nie ułożę tu listy osób którym przybijam piąteczkę czy którym dziękuję. Bo jeśli naprawdę stanęli na mojej drodze i jeśli naprawdę ich cenię, to powiem im to w twarz.. lub w ucho jeśli są daleko.

Ja nie umiem, serio nie umiem być fałszywie poprawna politycznie. Nie chcę zmuszać się do small talków z ludźmi ‚bo tak wypada’, bo to przyniesie mi korzyści.
Kilka dni temu dowiedziałam się o sposobach pretendujących blogerek na zdobycie popularności, poprzez znajomość i spotkania (najlepiej takie z foteczkami i linkowaniem) z innymi, popularniejszymi blogerkami (nawet jeśli uważa się je za beznadziejne i fałszywe) dla fejmu. Rozumiecie?! Taki światek. I ok, kto komu zabroni i co mnie to obchodzi. Ale nie chcę być częścią tych gier.
Nie mam na to czasu. I nie w sensie ‚nie mam na to czasu ale obejrzałam każdy serial w TV, i od 15 godzin leżę i gapię się w ścianę’. Nie. Ja pędzę, biegnę.. I czuję że gubię chwile. Zmarnowałam masę czasu na ludzi, którzy nie byli tego warci.

„Nigdy nie będziesz …spełniony, zadowolony z życia, jak zwał, tak zwał, dopóki nie uświadomisz sobie, że wszystko, ale to absolutnie wszystko leży w Twoich rękach. Wiem, to brzmi jak klasyczne pie*** kolejnego kołcza biznesu – pozornie napawa optymizmem. Aż się chce podskoczyć, klasnąć w dłonie i krzyknąć „bhawo ja!”. A tak naprawdę to dość mocno przerażające jest. Odpowiedzialne. Trudne. Trochę depresyjne nawet. Bo przecież nikt nie zna Ciebie tak dobrze, jak Ty sam. Na co dzień o tym nie myślisz, ale jesteś skazany na samego siebie do – tak ładnie zwanej – usranej śmierci.”
– See more at: malvina-pe.pl

W tym roku nie miałam czasu dla siebie. Lub bardziej w punkt, na siebie. I to zamierzam zmienić. Chciałabym żyć wolniej, mądrzej. Chciałabym nauczyć się odpoczywać i ‚nic nie robić’. Chciałabym więcej gotować, uprawiać sport. Podszkolić warsztat fotograficzny. I wiem, że kiedy zrzucę z siebie wszystkich nieodpowiednich ludzi to czasu będę miała aż nadto. Wiem to! Zrobię to!

„Jestem zmęczona byciem „fajnom, mondrom blogerkom”, co to uczy innych, jak żyć. Jestem zmęczona własną hiperaktywnością, bo wbrew pozorom nawet małemu terminatorowi kończą się kiedyś bateryjki. (…) Zmęczona wszechobecną kreacją i dawaniem innym lepszej wersji siebie 24 h/doba 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. Tak wielu ludzi pędzi dziś na oślep, na węch, na czuja. Widzę to w blogosferze. W mediach. W pracy, w rodzinie, w metrze, na ulicy. Patrzę na ten cyrk, w którym sama długo podskakiwałam jak małpka i wiecie co? Pies to ***.

Podobno wiedzieć, jak się nie chce, jest pierwszym krokiem, żeby zrobić coś dobrego i fajnego z sobą i ze swoim życiem.”
– See more at: malvina-pe.pl

A że życie nie uznaje próżni, nagle kiedy tylko zaczęłam oczyszczać swoje otoczenie, swoją przestrzeń życiową, zaczęli powracać ci prawdziwi, acz zaniedbani przyjaciele… I wszystko powoli odnajduje swoje stare, wygodne miejsce.

DSC09072-2

DSC09102-2  DSC09105-2 DSC09125 DSC09126
DSC09122-2

DSC09154-2 DSC09156-2 DSC09159-2 DSC09165-2
DSC09178-2 DSC09182-2***

 

DSC09217 DSC09218
DSC09225
DSC09232  DSC09235