Na rynku komputerów wymyślono i zrobiono już chyba wszystko. W zasadzie każde urządzenie z ekranem jest dzisiaj komputerem, a ich wybór jest naprawdę ogromny. Od mini smartfonów po ogromne telewizory smart. Ta różnorodność ma nam umożliwić dobór urządzenia do indywidualnych potrzeb przy konsumpcji elektronicznych treści. W tym całym „zamieszaniu” firma Lenovo zaprosiła nas do testu komputera Lenovo Yoga Home 500. Przyznam, że podchodziłem do tego zadania bez większego entuzjazmu. Bo cóż nowego, innowacyjnego mogą zaproponować, skoro tak jak wspomniałem na rynku jest już wszystko. Po kilku godzinach spędzonych z Yoga Home 500 uświadomiłem sobie jak bardzo się myliłem…

lenovo yoga home 500lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500

Niby to samo, a jednak inaczej

Pierwsze zaskoczenie pojawiło się tuż po otwarciu pudełka. Nie czytałem wcześniej specyfikacji urządzenia, ale skoro miało to być połączenie komputera i tabletu to stawiałem na coś mniejszego. Wyciągniecie tego kolosa wymagało lekkiego napięcia bicków, ale udało się bez problemów. Po rozpakowaniu całości zrozumiałem, że to komputer all in one, coś jak nasz iMac, bo ma ekran, bezprzewodową klawiaturę i myszkę. Jednego mi tylko brakowało, gdzie są nóżki, podstawka pod ekran? Co prawda pudełko zawierało 4 tajemnicze elementy, które mogły być nóżkami, ale ostatecznie do niczego nie pasowały. Chwila konsternacji i znalazłem rozwiązanie – komputer nie ma oddzielnej podstawki, tylko coś rozkładanego w obudowie jako podpórka – ok to coś nowego. Po rozstawieniu sprzętu i zajęciu stanowiska roboczego pierwsze co się rzuca w oczy to inna perspektywa. Przez brak podstawki, ekran komputera dotyka powierzchni (czyli jest niżej), a do tego jest odchylony do tyłu pod kątem 75 stopni (maksymalny zakres podpórki). Jest inaczej, ale o dziwo dobrze, zwłaszcza przy oglądaniu wideo.

Podsumowując wstęp mamy połączenie komputera stacjonarnego i tabletu, czy to rozwiązanie ma sens miało się okazać w praktyce o czym dalej.

Przenośny komputer stacjonarny

Zaprzeczenie ? Czemu nie, w dzisiejszych czasach tak się tworzy innowacje. Zazwyczaj stoimy przed wyborem – przenośny komputer (laptop) z mniejszym ekranem, czy stacjonarny z większym. Lenovo Yoga Home 500 może nie jest w pełni mobilny w rozumieniu w podróży, ale w obrębie domu jak najbardziej. Może mieć stałe miejsce na biurku, ale swobodnie można go przenieść w inne miejsce, używać na kolanach (jako tablet) czy na innym stole np. w kuchni. Nie musimy nosić w zestawie klawiatury czy myszki, ponieważ swobodnie obsługujemy sprzęt poprzez ekran dotykowy. No i na koniec najważniejsze, ten komputer stacjonarny nie wymaga podłączenia do sieci! Posiada wbudowaną baterię, która w pełni naładowana wystarcza do 3 godzin pracy.

Wielkość ma znaczenie

Ekran Lenovo Yoga Home 500 ma przekątną 21,5 cala (dwa razy więcej niż standardowy tablet). W pozycji stojącej, jako komputer musiałem odsunąć go na odległość ok pół metra, aby ogarnąć to co się dzieje na ekranie. Zresztą wspomniana perspektywa w sposób naturalny wymusza takie ustawienie. Praca w takim układzie nie budzi zastrzeżeń, a komfort jest conajmniej tak samo dobry jak w przypadku standardowych ustawień ekranu.

Używanie Yoga Home 500 jako tabletu na początku lekko dezorientuje natomiast po chwili przenosi pojęcie „ekran dotykowy” w zupełnie nowy wymiar.

Raport Mniejszości

Na potrzeby swojego sprzętu Lenovo stworzyło autorski system Aura, którego możemy używać w trybie tabletu. System pozwala na przeglądanie obrazów, video, muzyki i…granie w gry. Do tego dostajemy sklep z aplikacjami dostosowanymi pod Yoga Home 500 i kilka appek dedykowanych pod ten sprzęt. Muszę przyznać, że nawigacja w Aura dostarcza dużo frajdy. System jest w pełni interaktywny, każdy element możemy przesuwać po pulpicie w dowolny sposób za pomocą dotyku,  zmieniać rozmiar, przesuwać i obracać.  Można używać dwóch rąk jednocześnie co przynosi nieco skojarzenia do Raportu Mniejszości, narazie jeszcze na ekranie, ale w przyszłości, kto wie :)

Rozrywka!

Lenovo Yoga Home 500 to komputer stworzony do rozrywki, i to przez duże R. Szczerze mówiąc, jak już spróbowaliśmy to do tej pory komputer nie powrócił do pozycji pionowej ;). Tutaj znowu duży dotykowy ekran zmienia wszystko czego do tej pory doświadczaliśmy na standardowej wielkości ekranach tabletu. Na 10 calach granie w gry tzw rodzinne, po kilku minutach zamiast jednoczyć, dzieli, bo do gry wchodzą łokcie i przepychanki. 10 cali to po prostu za mały ekran, aby komfortowo grać na nim w więcej niż 2 osoby. Za to 21,5 cala robi różnicę. Taki ekran to mnie więcej wielkość standarowej gry planszowej, do której nieraz zasiadaliśmy całą rodziną przy stole. Teraz możemy to robić z Yoga Home 500 przez co frajda jest jeszcze większa. W wielu grach, każdy gracz dostaje swój „róg ekranu” i nikt nikomu nie przeszkadza. Same gry dostępne w pakiecie z komputerem pochłonęły nas na wiele godzin (pingwinki rules :)). Niby wstyd się przyznać, bo przecież granie to taka „gorsza” strona rozrywki, którą trzeba ograniczać, a jak już gramy np. w planszówkę to ok. Tylko, że granie na Yoga Home 500 daje to co najlepsze z planszówek plus coś ekstra, mianowicie – emocje. Szczerze mówiąc wolę niech dziecko pogra dwie godzin z całą rodziną na takim sprzęcie, niż samo zamknie się w pokoju z tabletem na godzinę.
lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500

Jest Joystick!

Pamiętacie 4 tajemnicze elementy ze wstępu ? Na początku nie mogłem odkryć ich zastosowania. Dwa z nich okazały się być pionkami do gry w …hokeja. Takiego jak gramy na maszynach gdzieś na wczasach nad morzem. Teraz możemy poczuć te emocje w domu, do czego przygrywa nam nastrojowa muza. Kolejne dwa pozostawały tajemnicą przez dłuższy czas. W końcu odpaliłem grę, której akcja działa się kosmosie. Na ekranie działo się bardzo dużo, głośna muzyka, dynamiczna akcja, latają jakieś samoloty, strzelają, niby same bo nie wiedziałem jak nimi sterować (ja nie wiedziałem, gracz z 30 letnim stażem). W pewnym momencie podświadomość kazała mi przyłożyć ów tajemniczy element na gumowym przelepcu do ekranu…i wtedy się zaczęło. Już wiedziałem do czego służy. To był rodzaj…joysticka! Przylepiony do ekranu pozwalał na sterowanie statkiem kosmicznym. Ok tym mnie kupiliście Lenovo, łezka w oku dla Was. Maks oczywiście nie wiedział o co chodzi, bo skąd miałby wiedzieć. Dla jego pokolenia istnieje tylko ekran dotykowy :)

Wszystko co dobre…

Żeby nie było tak różowo, komputer ten ma jeden poważny minus. Dostaliśmy go tylko do testów! Nie wiem kiedy nam go zabiorą, ale wiem, że będziemy za nim tęsknić. A może jak dostaniemy dużo lajków, to firma Lenovo pozwoli nam go zatrzymać, jak myślicie ? :)

lenovo yoga home 500 lenovo yoga home 500