****

Brooklyn, 25 ulica, godzina gdzieś w okolicach północy. 20-letnia Marlena wysiada z Subwaya, po wizycie w kinie ze znajomymi. Okolica w miarę bezpieczna, choć kto tam wie, ale nie zastanawia się nad niebezpieczeństwami, czując się niezniszczalną. Naprzeciwko wejścia do metra stoi jej mama. Drobna postać, 156cm,  w otoczeniu różnego rodzaju ludzi… którzy o zmroku stoją na ulicy. W piersi Marleny uczucia się budzą bardzo mieszane. Bo po co ta mama stoi po nocy? Telefonów nie miały, więc nie mogła jej obwieścić lekkiego poślizgu z powrotem, ale żeby stać w nocy na ulicy? I na Boga, mama w Stanach była raptem od tygodnia, a ona jakoś przeżyła tam już 8 miesięcy i nic się jej nie stało. Pojawiła się złość, że ogranicza wolność i wzbudza – niepotrzebne – wyrzuty sumienia.

Brooklyn, 25 ulica. 32- letnia Marlena, jako mama staje pod Dunkin Donuts, miejscu w którym jej mama uparcie wyczekiwała wieczorami. Po jej policzkach ciekną łzy, a oddech na długo zamiera w piersi. Teraz sama jest mamą i już wszystko rozumie…

****

Lęk o dziecko pojawia się już wtedy, kiedy zaczyna poruszać się w naszym brzuchu. A nawet wcześniej, od pierwszej kreski, pierwszego uderzenia serduszka. Jest wpisany w rodzicielską miłość, wtopiony w skórę jak niezmywalny tatuaż. Już na zawsze, bez końca. Od pierwszego dnia do nieskończoności.

Każda matka ma takie chwile, że paraliżuje ją strach. O to, co może stać się w szkole, na wyjściu z kolegami, lub pod domem, kiedy maluch pędzi na rowerze. Kiedy słyszy pisk opon, a dziecko bawi się przed domem, każda komórka jej ciała zamiera. Krzyk, choćby obcy włącza opcję „biegnij i ratuj”, a potem, kiedy się okazuje, że nic się nie dzieje, albo dzieciaki znowu pokłóciły się o zabawkę, oddech nie chce zwolnić jeszcze przez kilka minut.

Można to nazwać chorobą, natręctwem, spędzić lata na kozetce u psychologa, lub pogodzić się z faktem, że rodzice po prostu tak mają. No chyba, że ten lęk sprawia, że przestajemy czuć w sobie luz do pozwalania dziecku na wolność i eksplorowanie świata. Ale jeśli zaciskając zęby, staramy się z uśmiechem wyprawiać je każdego dnia w świat, wciąż czując lęk, to wszystko jest ok. Po prostu jesteśmy rodzicami.

Bądźmy szczerzy. Wiele z naszych zmartwień jest uzasadnionych. Co mogła wyobrażać sobie moja mama, stojąc tam na Brooklińskiej ulicy w stadku być może niebezpiecznych osobników. Teraz to mam wręcz całe wizje dramatów. Tak działa matczyna wyobraźnia ale także po prostu, doświadczenie. Zupełnie inaczej widziałam tę sytuację jako 20latka.
Tak samo wyprawiając dziecko do szkoły, na wycieczkę, zieloną szkołę czy inny survival… po prostu wiem, co potencjalnie może się wydarzyć. Od małych problemów po większe. Nie z panicznym lękiem ale rozsądkiem, znając potencjalne zagrożenia.

Ale jak dokładnie możemy przełożyć naszą troskę na działanie? Ubezpieczyć się zawczasu. Czy to poprzez spakowanie dodatkowego płaszcza od deszczu, lub drugiej pary butów. Włożenie do plecaka środka na komary i kleszcze lub apteczki pierwszej pomocy. A co najważniejsze wybrać najlepsze ubezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. Bo jeśli coś naprawdę się wydarzy, warto mieć środki na rozwiązanie problemu.

To bardzo ważne, ponieważ według danych Ministerstwa Edukacji w roku szkolnym 2015/2016 doszło aż do 65 tys. nieszczęśliwych wypadków w szkołach i przedszkolach! Według raportu Rzecznika Finansowego na temat ubezpieczeń szkolnych, średnia suma ubezpieczenia polskiego ucznia jest stosunkowo niewysoka i wynosi 13 tysięcy złotych, co przekłada się na późniejsze niskie wypłaty, które nie są w stanie pokryć realnych kosztów leczenia.

Pewnie każda z nas zna problem aż za dobrze. Ja na przykład złamałam w szkole palec u nogi, z przemieszczeniem (!), grając w piłkę nożną… piłką lekarską :D. Dostałam szałowe odszkodowanie 200zł! Woohooo! Palec niestety zrósł się krzywo i mam takiego zawijasa na pamiątkę ;). Gdybym chciała go prostować i łamać to nie mieliśmy nawet środków na operację.

Sytuacje są różne. Nikt z nas nie projektuje sobie nieszczęśliwej przyszłości i każdemu z was, a także sobie życzę zdrowia i pomyślności. Ale życie bywa zaskakujące.

Ubezpieczenie na wypadek uszczerbku na zdrowiu dziecka w Nationale Nederlanden zawiera opcję ochrony dzieci przed skutkami nieszczęśliwych wypadków, skręceń, zwichnięć czy złamań w dużo szerszym zakresie niż jest to standardem w szkolnych ubezpieczeniach. Wyróżnikiem oferty jest to, że świadczenie zostanie wypłacone za sam fakt zdarzenia na podstawie dokumentacji medycznej, a nie jak to zwykle bywa po zakończeniu leczenia i orzeczeniu komisji lekarskiej, która określa, czy zdarzenie pozostawiło trwały uszczerbek na zdrowiu. Umowa dodatkowa obejmuje również skręcenia, których większość tego typu ofert nie uwzględnia. Ochroną ubezpieczeniową może zostać objęte dziecko pomiędzy szóstym a siedemnastym rokiem życia, natomiast świadczenie może wynosić nawet do 150 proc. sumy ubezpieczenia. Wysokość składki ustalana jest indywidualnie, w zależności od wysokości składki na ubezpieczenie na życie.

W ramach produktu, poza ubezpieczeniem, każdy rodzic może liczyć na zestaw przydatnych usług w ramach assistance, które mogą pomóc w codziennym życiu w okresie, kiedy dziecko będzie dochodzić do zdrowia. Zapewnia ono organizację i pokrycie kosztów m.in. opieki domowej i pielęgniarskiej nad dzieckiem wymagającym leżenia,  transportu do i z placówki medycznej, wizyty u lekarza, czy korepetycji w razie przedłużającego się okresu powrotu do zdrowia.

Wtedy zostanie tylko życzyć dzieciakom dobrej zabawy i radosnego odkrywania świata mając nadzieję, że nasza matczyna troska doda im skrzydeł w poznawaniu świata, ale także uchroni przed niebezpieczeństwami, na które i tak – na wszelki wypadek – jesteśmy przygotowani.

 

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone