Temat obecności najmilszych w restauracji był ostatnio szeroko analizowany we wszystkich mediach. Miliony słów poszło w eter. Czy powinno się w ogóle wychodzić z bachorzętami? Czy restauracja to dobre miejsce? Czy matkom wolno więcej? Co kupa ma wspólnego z posiłkiem? I kto jest świętszą krową?

Postanowiłam więc przygotować krótki i prosty poradnik dla rodziców „jak (nie) zachowywać się w restauracji, kiedy przybyliśmy tam z młodziakami”. 100% skuteczności! Testowano… na dzieciach.

1. Nie przewijaj dziecka na stole ani w jego pobliżu. Po prostu tego nie rób! Szczególnie, kiedy na horyzoncie widzisz jakiś dziennikarzy z amerykańskimi znajomymi.
Kupa i jedzenie to dwie, wykluczające się skrajności. Nie naginaj tej reguły. Po prostu, don’t!

2. Nie ubieraj dziecka w cokolwiek czego mógłbyś żałować. Warunki restauracyjne są podstępne. Nie dosuniesz malucha właściwie, on sam nie sięgnie do talerza.
A w przeciwieństwie do sytuacji domowej, nie obłożysz dziecia śliniakami, serwetkami, lub w sytuacji krytycznej, nie wydrzesz się nań skwapliwie. Przez całe wyjście będzie ci pękać w oku żyłka, a szczękościsk od fałszywego uśmieszku może pozostać na twej facjacie, trwale.

3. Nie zamawiaj nowych posiłków. Jeśli dziecko nie je brokuła w domu, jest aż nader prawdopodobne, że nie zje go w restauracji. Tylko (możesz być tego pewna) zakomunikuje ci to całym sobą, od wrzasku przez rzut warzywem.

4. Nie przyprowadzaj do restauracji dzieci silnie wygłodniałych. One nie kumają hipsteryzmu i zarąbistości, długiego oczekiwania na dobry żer. „Czekać” to pojęcie abstrakcyjne, kiedy odzywają się instynkty pierwotne. One chcą już, teraz, za minutę (która jest sekundą)! I uwierz mi… usłyszy to sam ‚Le Chef’.

5. Poproś o przyniesienie napojów słodkich razem z posiłkiem. Jeśli tego nie uczynisz, dzieci wypiją wszystko do ostatniej kropli zanim przyjdzie danie. A spróbuj im tylko przeszkodzić…
Lepiej w ogóle zamawiaj tylko wodę.

6. To nie jest czas na naukę posługiwania się nożem i widelcem.. Mimo, że twoje dziecko może być lekko podniecone faktem, że dostało pełny komplet sztućców. Jeśli nie umie się nimi posługiwać, zostaw naukę na łaskawsze okoliczności. Jeśli poniesie cię wyobraźnia, jest spora szansa, że danie znajdzie się na całym stole i podłodze. A i dziecko może nie być zadowolone ze swoich osiągnięć, czego oczywiście nie omieszka zakomunikować. Głośno.

7. Jeśli twoje dziecko otrzyma kartkę i kredki, miej się na baczności. Ta pozorna iluzja sielanki rozproszy twoją uwagę. A to zazwyczaj zakończy się pokolorowanym obrusem lub.. rodzeństwem.

8. Zaufaj sprzętom. Weź co się da. To twoja jedyna nadzieja. W sytuacji krytycznej telefon czy ipad uratują ci posiłek/życie. To działa zawsze i wszędzie. Jednak nie ‚wypstrykaj się’ z amunicji już na samym początku. Używaj swoich asów tylko w sytuacji krytycznej.

9. Specjalny punkt dla mam blogerek. Jeśli przyszłaś do restauracji, strzelić kilka sweet foci na blogasek swojemu aniołkowi, postaraj się nie zrobić zbyt dużego zamieszania. Ogranicz cyrk do minimum. Nie wyciągaj lamp, statywów.. Nie proś 3x o zmianę stolika „bo tam jest lepsze światło”. No chyba, że zostałaś poproszona o zrobienie zdjęć. W każdym innym wypadku, jesteś tam gościem jak każdy inny. Postaraj się nie robić nam złej sławy ;)

10. Zawsze miej plan B (C, D…Z). W krytycznej sytuacji totalnej histerii, lub wręcz odwrotnie, zbyt dobrej zabawy (kosztem innych, spożywających) musisz być w stanie właściwie zareagować (czasami po prostu opuścić lokal). Rodzic to nie święta krowa. I mimo, że jestem za maksymalnym, parentingowym luzem, nie pozwalam wchodzić mojemu dziecku nader brutalnie w przestrzeń życiową innych ludzi.
Szacunek ponad wszystko. Cause karma is a …. ;)

 

1

12

16

Sukienka/tunika Lenki- Mamatu
Sukienka/tunika MM- Medicine