No więc oficjalnie jesteśmy tam.. gdzie kończy się sielankowe macierzyństwo, a zaczyna Pulpfiction i faszerowanie Prozac’em

wishbone bike, wishbone biegowy, rowerek biegowy

wishbone bike, wishbone biegowy, rowerek biegowy

No więc oficjalnie jesteśmy tam.. gdzie kończy się sielankowe macierzyństwo, a zaczyna Pulpfiction i faszerowanie Prozac’em.

W piątek o poranku poważnie rozważałam roczne wakacje na Kamczatce. Samotne.
Nic mi nie pomaga fakt, że Makusia jest Dzieckiem Drugim. Wręcz udręcza mnie ten szczegół. Bo tak się mądrzyłam, takie teorie na każdy temat miałam, jako, że Makiś jako Numer Jeden upewniał mnie w przekonaniu, że jestem Matką Idealną, zen i poradniki pisać powinnam. Nigdy nie chorował, nigdy nie rzucał się po glebie, a wszystko można było ugrać drogą negocjacji lub.. lekkiego przekupstwa (ok, powiedziałam to głośno).
Lenka ma w poważaniu metody wszelakie.

Otóż ona chce soczek. W kartoniku. Z Kubusiem. I słomką. Sama będzie pić. I nie będzie dzielić się z Maksiem.
A jak nie.. to:
a) będzie krzyczeć do wyplucia płuc
b) ślinić się energicznie po sam pas
c) stać na głowie, krztusząc się pkt b)
d) walać się po podłożu.. gdziekolwiek jest; czy to dywan, liście czy kałuża
e) na rękach wygnie się w łuk aż w kręgosłupie jej chrupnie i poczujemy się winni
f) wyć nieprzerwanie i 3 godziny jak sprawa jest tego warta (czyt. ten soczek, nie?), doprowadzając rodzicielkę na skraj.. wszelaki
Tak. Real story piątkowe. Godzinę się uspokajałam. Tak, ja! Ona ze 4..

Mimo wszystko w stosunku do Lenki mam niezgłębione pokłady opanowania. Czasami muszę po prostu opuścić lokal i dużo oddychać, ale nie zdarzyło mi się jej ani uderzyć (nigdy) ani szarpać, ani nawet głosu nie podniosłam częściej niż 3x na jej całe życie.
Nie mogę tego powiedzieć o Makim, a przecież to on był dzieckiem 100x ‚grzeczniejszym’ (nie lubię tego określenia).

Być może to już rodzicielska dojrzałość.. Choć myślę, że bardziej pewnie rodzaj poddania się lub jak kto woli, osiągnięcia pewnej wewnętrznej harmonii.
Bo ja już wiem, że te całe tresowanie, czy to naprawdę związane ze swego rodzaju dopasowywaniem dziecka pod siebie, czy też to ‚dzikie dzieciństwo’ i wolności małej istoty.. Wszytko to jest g*wno warte. Tzn. nie zrozumcie mnie źle. Dążenie do zapewnienia naszym pociechom jak najlepszych warunków do rozwoju jest (a przynajmniej być powinno) priorytetem każdego rodzica. Ale zbyt duże zafiksowanie na to ‚jak postąpić należy w danej sytuacji’ rodzi tylko frustracje.

Ostatnio narzekałam sobie troszkę na dietę babciną (obrywało się i jednej i drugiej babci po równo ;)), że cukru i tłuszczu za dużo, a warzyw za mało.
I że słodycze w nagrodę lub na pocieszenie co wyrabia złe nawyki na przyszłość. I osoba która mnie słuchała rzekła, że „ja to wyjątkowo dbam o żywienie”. I spadłam prawie z krzesła (w myślach). Bo w moich oczach to jeden z moich słabszych punktów. Maczęta jedzą i słodycze i fast foody od czasu do czasu. Nie mamy codziennie obiadu z 3 dań, a Mak warzywa je tylko w zupach. Ale sam fakt, że ktoś na nas tak spojrzał skłonił mnie do myślenia. I jest w tym pewna racja. 80% (strzelam ;)) społeczeństwa które nie spędza dni na ‚Małym Dziecku’- forum gazeta.pl lub nie wertuje dziarsko blogów i portali nt. wychowania, nie wnika czy danego dnia jego dziecko zjadło xx porcji warzyw. Nie duma nad tym ile łyżek cukru ma soczek znanej marki, a także nie liczy każdej gumy, którą zjadło jego dziecko.

Tak samo rzeczy się mają z każdym aspektem życia naszych pociech. Smarowanie kremem z filtrem od pięty po włos najdłuższy, ilość czasu spędzanego przed TV, kształt i rodzaj obuwia, gry i zabawy silnie edukacyjne, czas poświęcany na naukę dziecia i rzeka innych tematów w których wyedukowane matki XXI wieku jakoś się.. pogubiły.

A przy drugim dziecku przychodzi (a przynajmniej na mnie zstąpił) ten luz.

Bo czy maluch zje jednego dnia więcej a drugiego mniej.. wszystko jedno. Czy but będzie za 500zł czy za 100zł (w granicach rozsądku), wszystko jedno. Czy obejrzy jedną bajkę więcej, mniej się ‚wyedukuje’ danego dnia, a godzinę dłużej pobiega na podwórku.. wszystko jedno.

Jeśli stojąc przed lustrem z czystym sercem możemy powiedzieć, że robimy wszystko co w naszej mocy aby kochać nasze dzieci, zapewnić im dobrą przyszłość i wychować na świetnych ludzi to możemy sobie odpuścić pewne sprawy… na chwilę.. lub na jakiś czas.
A w krytycznych momentach po prostu.. dużo oddychać ;)