– Co robi Twoja żona?
– Siedzi w domu z dziećmi.

Siedzi. Słowo w tym wypadku najdalsze od prawdy. Każda z nas przez te ‘siedzi’ uważa coś innego jednak jedno jest pewne – mało siedzenia w tym siedzeniu.

Dzieci mam duże. Jednak często myślę o tym, że to ‘siedzenie’ właśnie sprawiło, że nie zdecydowałam się na trzecie dziecko, a czas ‘siedzeniowy’ wspominam bardzo shizofrenicznie. Z jednej strony to cudowny i niepowtarzalny okres spędzony z dzieciakami. Coś co nigdy się nie powrórzy. Ta cała bliskość i słodycz maluchów. Fakt, że jesteś centrum wszechświata i dowodzenia, ta rola w ich życiu jest niesamowita. Malce takie pocieszne, to pełzają, to raczkują. Codzienne pogaduszki na placu zabaw, wolniejszy pęd dnia, masa buziaków.

Jednak traci się tak wiele. Po pierwsze na jakiś czas wypada się z roli kobiety. Często z sexi laski, podrywanej każdym spojrzeniem stajemy się… no mamami. Prezentujemy braki w figurze, pociążową oponkę, lub jeśli miałyśmy trochę szczęścia i kilogramy spadły, to wciąż, fryzura którą kochani amerykanie nazwali ‘messy bun’, t-shirt, legginsy, worki pod oczami i to mętne spojrzenie z zaspanych oczu. Zmęczenie nie zachęca do wieczornych uniesień, a jak te się przytrafią to zalewamy partnera mlekiem. Rewelacja!

Wypadamy także z rynku pracy. To często jest bolesne. Z eventów, spotkań, konferencji i podróży służbowych, przechodzimy do branczów z 2-latkiem i jego weną na plucie kaszką. Kombinezony i garsonki zamieniamy na rozciągnięty dres. Wychodząc na zakupy czujemy się skołowane. Wciąż widzimy modne outfity jednak praktyczna bluzeczka na której nie widać oślinionego ramienia wygrywa.

Tracimy znajomych… niedzieciatych. Jakoś zawsze nie mają czasu lub nader często wyciszają telefon. Budzą się dopiero za kilka lat, kiedy rodzą się ich pociechy. Sorry, teraz ja mam wyciszony telefon ;)
Coś niepokojącego dzieje się z mózgiem młodych matek. Wystarczy posłuchać ich na placu zabaw, aby wiedzieć, że wczesnomacierzyńska sieczka w głowie to nie mit. Mleczko, pielusia, sennik dzidziuni, a twoje już klaszcze w rączki, bo moje to mówiło gugu w wieku miesiąca. Aaaaa! Bosz, czy ja też taka byłam. Aż strach pomyśleć.

Matki małych dzieci uważają, że wszystko co robią ich bachorzęta jest urocze i taki etap rozwoju. Rzucą w ciebie jedzeniem, matka “hihihi jaki słodziaczek”. KE?! Dzieć wlezie na stół – ohhh, sprawdza wysokość i uczy się odległości. Wyrwie ci pukiel włosów – “ojej, uroczo”.

Szczęśliwie hormony i miłość do dziecka sprawiają, że kiedy w tej sytuacji się znajdujemy, to jesteśmy nawet szczęśliwe. Ale kiedy patrzę wstecz, lub na koleżanki posiadające maluchy, to jestem skłonna wybiec i uciekać tak przez 3 dni.. przed siebie.
Wiem, wiem, na tym zbudowałam całego swego bloga :D. Ale czuję się jak jak w Przebudzeniu. Nagle zaczęłam to wszystko dostrzegać i jestem przerażona.

Dlatego pytana o więcej dzieci, mówię, że z chęcią, jak mi dadzą takie.. powiedzmy 3-letnie. Takie, które pozwoli mi już być.. Marleną, a nie tylko i wyłącznie matką.

Dla wszystkich Was mamusie, wielka piątka! Kreowanie nowego życia to niejebajka. Oddajemy na jakiś czas kawał siebie w procesie, zyskując jednak coś niesamowitego.. na lata!