Parenting

Jak pomóc dziecku pozbyć się lęków

Jestem mamą największego boidudka i najodważniejszej dziewczynki na świecie… w jednej osobie.
To oczywiście Lenka. Jej bipolarności w temacie odwagi, wielokrotnie mnie przerażała, załamywała, aby później zachwycać.

Pierwszą emocją mojego dziecka w stosunku do wszystkiego, jest strach. Wessała ze mnie całą panikę w której chodziłam (z nią) w ciąży (po poronieniu w 20 tc). W sumie to przez nią uznałam, że ustawienia systemowe mają sens, Że serio możemy dziedziczyć lęki pokoleniowo. O jakich rzeczach mówiło moje dziecko, nie mając pojęcia czym to tak naprawdę jest, z racji wieku… uwierzcie mi, ciarki na plecach.

Przykład. Lenka, mając 3/4 lata, się ‘zaręczyła’. Ukochany, wręczył jej pierścionek z gumy (w pudełeczku Aparat ;)). Lenka powiedziała sakramentalne ‘tak’, totalnie zakochana. Kilka dni później pojechaliśmy w góry (ja + moi rodzice), a nasza podróż była naznaczona 8-mioma bitymi godzinami jej płaczu z głębi trzewi. “O Boże mamo, co ja teraz zrobię?! Co ja pocznę! Przecież ja nie chcę mieć dzieci! Nie będę nigdy mieć dzieci!!! Błagam mamo, pomóż, ja się tak bardzo boję! Ja nie będę rodzić, nie będę mieć dzieci!” Gwoli jasności dodam, że nigdy nie słyszała w domu niczego negatywnego odnośnie porodu.

Więc ja – prowadząc – całą drogę opowiadałam 3/4-latce o antykoncepcji, o możliwości wyboru nie posiadania dzieci, o możliwości wybrania cesarskiego cięcia nad porodem naturalnym i wszystkim innym co przyszło mi do głowy w temacie. Nic jej nie przekonywało. Zaręczyny = małżeństwo, a to = dzieci. Ile ona łez wypłakała w tym temacie. Dodam tylko, że obecnie obrała stanowisko małżeństwo + adopcja (“bo tyle maluszków nie ma domu” … i nie, to nie był akurat mój pomysł, sama gdzieś to usłyszała) i jest już uspokojona.

Żeby tylko wam coś uświadomić w temacie dziedziczenia lęków to ja byłam ciut opóźniona w stosunku do Lenki, ale w wieku lat około 11/12 obwieściłam, że nigdy, nawet pod groźbą kary śmierci, nie będę rodzić naturalnie (słowa dotrzymałam – 2 cc ‘na życzenie’) i 3 planach także miałam brak męża i samotne rodzicielstwo ;). Gwoli całkowitego dojścia do sedna – dla tych, którzy lubią “grzebać” tak jak ja, to ja jestem z hiper – traumatycznego porodu.

Wychodziłam uparcie (taaa, ma się te cechy już w łonie matki :)) bokiem. Obracano mnie 100x ręcznie za łeb, przez drogi rodne mamy. Aż w końcu kazano jej, cytuję “zdychać jak pies” i odmówiono wykonania cc (już to kiedyś pisałam, ale ten lekarz wciąż żyje i nieodmiennie mam ochotę się z nim spotkać!). Mama tak sobie prawie umierała, aż przyszła zmiana, młody lekarz, który zrobił cc i mnie uratował (stąd może moja miłość do młodych lekarzy :P). Stety niestety, ktoś kto zna się w traumach w ciele, wie, że taki poród to pozamiatane na kilka pokoleń, czego i ja i Lenka jesteśmy przykładem (bo moja babcia, a mama, mamy rodziła szybko, lekko, po rowach, padając krowy).

Wyszło trochę psychologicznie i ustawieniowo, więc powróćmy do lęków tych bardziej codziennych. Lenka bała się – panicznie! – każdej czynności którą miała wykonać po raz pierwszy. Jednak w momencie, kiedy już zdecydowała się, że się nie boi- szła na całość. Coś w stylu- ‘boję się wody i fal’, a jak już się nie boję to nurkuję, skaczę na bombę i przepływam pod wodą 3 baseny.
“Boję się spać sama”, a jak się już nie boję to “zgaś to światło na schodach! razi mnie!”. Można dostać ******.

Co jednak robiliśmy, żeby przełamywać lęki?

 

1. Rozmowa

Wiem, ameryki nie odkryłam, ale rozmowa to podstawa. Skąd bierze się lęk? Czego dokładnie dziecko się boi? Co najgorszego mogłoby się wydarzyć?

– Boję się rybek w wodzie
– Ok. Słyszę, że boisz się rybek. A co w nich takiego strasznego?
– Gryzą! Gryzą! Pogryzą mnie!
– Ok. To może weźmy encyklopedię Maksia lub spytajmy go ile zna gatunków rybek, które gryzą ludzi. … No widzisz, rybki nie interesują się ludźmi!
– Ale boję się! Boję się, że podpłyną do mnie! I ugryzą! I będzie bolało!
– To może spróbujesz pomoczyć nogi tu gdzie pływają dzidziusie rybki. One są malutkie i jedno jest pewne “dzidziusie rybki” nikogo nie gryzą.
– Ok, nałożę maskę.
—– 15 min później ——
– Kocham rybki, będę je hodować!
—– kolejne 15 min. ——–
– Idę snorkować z rybkami i będę je karmić z ręki!

Taaaa, to wersja skrócona, bo to boję się boję! usłyszała cała plaża, a płacz trwał pewnie kilka godzin jak nie dni.

W rozmowie musimy być najlepszymi, najmądrzejszymi i najsprytniejszymi negocjatorami. To już pewnie wiecie jak macie dzieci w wieku 2+. Jak dwoje, to wy możecie tu pewnie dać mi 100 przykładów podstępnych tricków, których użyłyście w rozmowie, aby przełamać dziecię lęki. Nie poddawajcie się więc. Rozmowa zawsze jest nr. 1!

 

2. Pewność siebie rodzica

Widziałam to tyle razy. Ale muszę na wstępie napisać, że ja jasno widzę te lęki rodziców, jako, że w tym temacie jestem kompletnie pod drugiej stronie – ja mam nadmiar rodzicielskiej odwagi. Moje dzieci nurkowały z rekinami i płaszczkami, jeździły wielokrotnie wielkich/szybkich na rollercoasterach oraz gigantycznych rurach wodnych, puszczałam kij od rowera bardzo wcześnie (Maks jeździł na 2 kółkach mając 3,5 roku). Jeśli widzę ze strony dziecka krok, to – w przeciwieństwie do wielu mam – nie straszę, nie ostrzegam, nie pakuję a mówię ‘go 4 it!’.

Pamiętam jak na zajęciach dla maluszków, była komenda, żeby założyć dziecko (półroczne) pod wodę. Instruktorka wyjaśniła, że na 100% nic mu nie będzie gdyż, ponieważ, odruchy niemowlęce. Zgadnijcie ile rodziców założyło dzieci. Jep. Jeden. Ja. I tak wtedy nie skumałam, czy reszta nie załapała komendy, czy jak ;). Tymczasem reszta rodziców, była (w swoim wnętrzu) na etapie, leciutkiego, chlapnięcia dzieciom wodą na twarz.

Miejcie więc tu pewność, że problem nie jest w Was. A jeśli odkryjecie, że to Wy stoicie na drodze Waszych dzieci do większej odwagi, to do roboty! Wszystko jest odwracalne, ze wszystkim można pracować.

 

3. Zakup pomocy “przeciwlękowych”

W obecnych czasach jest rozwiązanie dla każdego problemu. Lenka bała się zasypiać sama. Po wprowadzeniu punktu 1 z połączeniem pkt 4 uznałam, że dobrze będzie zainwestować w gadżety. Jednak maluchy to lubią. Kupiłam masę lampek i nową pościel (cały wpis “Jak pomóc dziecku zasypiać i przesypiać noce” TU) i to zadziałało. Sukces na pełnym gazie! Po jakimś czasie lampki przestały być potrzebne, zaś mąż w przedpokoju zainstalował żarówkę sterowaną z telefonu. Ma różne kolory i sama wyłącza się po określonym czasie.

To samo tyczy się nauki pływania (polecam np. płetwę rekina), jazdy na rowerze (kaski i ochraniacze, kijek lub biegówka – zależy od etapu nauki), chodzenia do przedszkola (ulubione misie, zegarek z opcją dzwonienia do mamy (jeśli można), plecaczki itp). Mam wrażenie, że jest nieskończona liczba przedmiotów na każdy lęk, która pomaga go szybko oswoić. Liczę na waszą pomysłowość.

 

4. Przekupstwo

Przed tym punktem mam ochotę napisać “nie róbcie tego w domu” ;). Żaden psycholog nie poprze przekupstwa, więc czytacie to na własną odpowiedzialność. Ale to jest wyjątkowy temat w którym ta metoda jest tak bardzo skuteczna.

Już mówię o co chodzi. To jest jedyny przypadek, gdzie mówiąc “załóż nogę w wodzie z rybkami, zobaczysz nic się nie stanie. dostaniesz nagrodę jak spróbujesz”… jest szansa, że to dziecko od razu spróbuje i od razu uzna, że nie ma się czego bać. To jest rozwiązanie, kiedy coś chcemy “pchnąć” na szybko, kiedy nie ma czasu, na długie rozmowy, gadżety i analizę. Np. dziecko nie chce wsiąść do pociągu, który odjedzie. Obiecujecie nagrodę, dziecko wsiada, a później łazicie po pociągu, żeby pokazać jaki to fajny pojazd.

Także ogólnie na życie, nie polecam, ale na wyjątkowe okoliczności lub totalną bezsilność… no działa kurcze. Czasami działa ;)

 

5. Odnoszenie się do wcześniejszych sukcesów

Ten sposób zalecił nam jakiś czas temu zaprzyjaźniony psycholog, kiedy mieliśmy problem z Lenką. Pewnie ta metoda będzie odnosić się do trochę starszych dzieci, które mają za sobą dużo życiowych doświadczeń w tym tych z przełamywaniem lęków. To był idealny sposób na Lenkę, która w pierwszym odruchu boi się wszystkiego, a w kolejnym jest już najodważniejsza ze wszystkich.

Odnoszenie się do wcześniejszych sukcesów : “A pamiętasz jak bardzo bałaś się rybek? A potem weszłaś do wody i okazało się, że lubisz rybki. Przypomnij siebie, jak zdobyłaś się na odwagę? Jakie to było uczucie? A co czułaś jak weszłaś do wody i okazało się, że jest fajnie” … I tak dalej.  Niby proste, a jednak działa na wyobraźnie. Ja- chcąc zadziała w temacie jednego z Lenusiowych lęków, rozmawiałam z nią co wieczór przez kilka dni o różnych rzeczach, których się bała, eksponując, ten moment kiedy przestała się bać i była najodważniejsza. Zadziałało!

Oczywiście na każde dziecko sposób będzie inny, ale najważniejsza jest tu cierpliwość, ale nie ta, która wynika z lęku własnego. Ważna jest też stanowczość, żebyśmy – ze strachu – nie musieli w nieskończoność przesuwać pewnych umiejętności, które dziecko mogłoby zdobyć jakiś czas temu. No i partnerstwo. Tu nie jest łatwo, bo często bardzo się różnimy. Ja jestem hiper odważna, a maż zachowawczy i po uszy zakochany w swojej księżniczce. To nie pomaga jej osiągać swych celów, więc czasami zamiast dziecko, popycham męża ;). Więc co jakiś czas warto usiąść we dwoje i ustalić wspólny front działań.

6. A kiedy się uda przełamać strach…

Nie robimy z tego wielkiej afery, karnawału, balonów i wodotrysków. Piątka i “świetna robota” wystarczy. Nie wzmacniamy lęku, ani imprezy po jego przełamaniu.

No i tak się to czym, małymi kroczkami do dorosłości ;). Kiedyś będziemy się śmiać z tych wszystkich historii!