Kobieta kobiecie wilkiem. Prawda, którą poznaje się dość wcześnie. Nie wychodzimy jeszcze z murów szkolnych, a już mamy przekonanie, że faceci trzymają się razem, a laski wydrapałyby sobie oczy o głupoty. Nawet przyjaciółki notorycznie podkopują sobie dołki pod nogami. Knują, spiskują, obgadują i odbijają sobie facetów… żeby potem Ci na męskich spotkaniach przybijali sobie piąteczki, podśmiewając się z naiwniaczek.

To niezwykle smutne, że od najmłodszych lat nie prowadzi się wychowania dziecka przez pryzmat jego życia dla świata, zaś przez wąski horyzont swoich lęków. “Pamiętaj, nie ufaj koleżankom, one zawsze zazdroszczą!” – od ilu matek słyszałam te słowa, nie zliczę. Nie ufaj dziewczynom, bo to czyste zło. A te później, już jako dorosłe kobiety, kiedy mąż je puszcza bokiem, atakują nie tego, którym im coś ślubował czy obiecywał, a… tak zgadłyście, kobietę z którą ją zdradzał. Sick!

A gdyby tak podejść do sprawy kompletnie odmiennie. Próbowałam przeanalizować skąd to stawanie przeciw własnej płci i nie przychodzą mi lepsze schematy niż te pierwotne – walka o samca. W każdym innym przypadku nie ma to kompletnie sensu i jest strzelaniem w stopę własnej płci. Ile przychodzi mi od ręki plusów kobiet trzymających się razem – poczucie więzi, wspólnoty, oparcie, zrozumienie, wspólne działanie, kobiece burze mózgów, można wyliczać do rana.
Więc jeśli jednak ma tu chodzić o mężczyzn, to może – jak to zrobiła moja mama – znieść wagę płci przeciwnej w życiu kobiety. Nie zrozumcie mnie źle, ani moja mama ani ja nie nawołujemy do skrajnego feminizmu, ale do zrównoważonego podejścia do celów i planów na przyszłość.

Moja mama zawsze mówiła mi, że najważniejszy jest rozwój osobisty, a małżeństwo, a już szczególnie macierzyństwo to opcja, do której wcale nie należy się śpieszyć. Sama wyszła za mąż mając 32 lata i nigdy nie żałowała, że nie wcześniej (a na brak adoratorów stanowczo nie narzekała). I choć ja zostałam mężatką 10 lat wcześniej niż ona, płodząc od razu stadko dzieci, to mądrości mojej mamy zawsze pomagały i pomagają mi czuć się pewnie w świecie i życiu, samą ze sobą. Dla kontrastu, mam koleżankę, której rodzice od maleńkości mówili, że życiowy cel to małżeństwo – jak najszybciej “złapać chłopa”. Wyszła za mąż bardzo wcześnie i popełniła wiele błędów, które odczuwać będzie już zawsze.

Wracając jednak do kobiecych relacji i wychowania wspaniałych kobiet. Jak to zrobić, żeby nasze dziewczynki były sobie wsparciem w tym męskim świecie, i czuły poczucie wspólnoty, a nie wieczny poligon?

Praca ze sobą

Po pierwsze należałoby pracować ze sobą i swoim wnętrzem, drogie mamy. Poranione kobiety wychowując córki z pozycji walki, obrony i minimalizowania potencjalnych strat. Zdradzone, widzą swoją płeć jako zagrożenie. Porzucone matki, babki to duża szansa na powtórzenie schematu u córek. Te, które mają stały konflikt z matką, nigdy nie stają w pełni swojej kobiecości. Te, na które ojciec nigdy nie spojrzał jak na cały wszechświat w jednym człowieku, nigdy nie znajdą tego spojrzenia u innego mężczyzny i szukać będą zawsze.

Kiedy mówię ludziom jak dużo czasu od 15 lat poświęcam na zgłębianie siebie, patrzą na mnie podejrzliwie. Jedynaczka z ‘dobrego domu’, wspaniali rodzice, mądra mama, oczko w głowie ojca. Z czym tu pracować? No więc uznajmy tylko, że jak ja mam z czym pracować, to 90% społeczeństwa powinno to robić tym bardziej! Tak, jestem ze szczęśliwej rodziny, w której nie było przemocy, dysfunkcji, złych intencji… a wciąż mam co poprawiać. Bo pewne schematy nawet u wspaniałych rodziców zadziewają się tylko dlatego, że oni mieli JAKICHŚ tam rodziców.

A w naszym kraju, większość naszych dziadków = wojna! Więc jak oni mogli być ‘normalni’ w wychowywaniu dzieci? Pomyślcie o tym przemożnym lęku, o siebie o potomstwo, o głodzie, biedzie, przesiedleniach. Macie to wszystko w genach. Więc nie pracując ze sobą zostawiacie te wszystkie historie na pastwę losu. To tak jakbyście liczyły, że weźmiecie karton lego, rzucicie w pokoju mając nadzieję, że zbuduje się z nich zamek czy inna konstrukcja. Bo praca z sobą to układanie klocek po klocku. To wysiłek, który wykonujemy dla relacji ze sobą, ale także pokoleniami przeszłymi i przyszłymi. Nie ma w życiu lepszej inwestycji.

 

Każde Twoje słowo

Czasami, kiedy słucham tego co znajome matki mówią do swoich córek, nie dziwię się, że to nie kończy się dobrze. Rywalizacja wszczepiana jest dzieciom (w tym dziewczynkom) już od przedszkola. Bo skąd niby przedszkolaki wiedzą, że mają powiedzieć komuś że jest gruby. Gruby = zły/brzydki, bo używane jest to jako wyzwisko. Skąd wiedzą kto jest bogaty i dlaczego dobrze jest mieć dużo pieniędzy?

Kiedyś kolega powiedział Maksiowi, że nas pewnie nie stać na wizytę w USA i pewnie Maks kłamie, bo jesteśmy biedni. Kto to powiedział? 8-latek, czy jego rodzic? Skąd u dzieci wczesnoszkolnych poczucie, że dziecku blogerki trzeba czegoś zazdrościć? Moje dzieci nie znały swojego statusu, póki nie został im brutalnie uświadomiony. Ale przez kogo, przez 7/8latki? One surfując w sieci natknęły się na blog parentingowy i zaciekawiły treścią? Kto dodał komentarz do tego faktu – zły czy dobry, nie ważne.

Wszyscy kłapiemy dziobami, a dziecko słyszy każde słowo. A najlepiej słyszy te wypowiadane szeptem lub z przekazem emocjonalnym. “Tata mnie zdradza. Pamiętaj córcia, trzeba uważać na inne baby dookoła” – zwierza się matka 9-letnie córce, a ja mam ochotę walnąć ją w durny łeb. Przekaz popłynął – kobiety są zagrożeniem.

Co płynie z Waszych ust? Jak wypowiadacie się o ludziach? Jak wypowiadacie się o innych kobietach? Pamiętajcie, że klocek za klockiem układacie w waszych dzieciach obraz świata – może to być piękne miejsce, kwiecista łąka, gdzie czeka je wiele dobrego. Ale może to być spalona ziemia.

 

Jesteś idealna taka jesteś

Moja córeczka staje w lustrze. Wygina się, wypina i orzeka – “bosh, jestem taka idealna, zgłoszę się chyba do Top Model”. Cóż.. nigdy nie widziała tego show, co może wiele wyjaśniać ;), jednak patrząc na moje super pewne siebie dziecko ( – jeśli trafiłeś tu przypadkiem i nie znasz moich dzieci to nadmienię, że córka ma problemy z wagą ze względów chorobowych, ma malformacje na szyjce, naczyniak na czole, pogłębioną lordozę, diastemę i koślawość kolan i inne) wiem, że wykonaliśmy z mężem kawał dobrej roboty.

Moje dziecko uwielbia swoje ciało. Kocha swoje plamki na szyjce – obecnie twierdzi, że nigdy nie pójdzie na lasery, żeby je usunąć bo to jej przyjaciółki. Popłakała się raz, że jej naczyniak znika- bo to część jej. Na rehabilitacji dyskutuje z panią czy powinno się leczyć jej krzywy kręgosłup, bo to przecież świetnie wygląda i ona to lubi.

Wielokrotnie, ale to wielo, wielo – krotnie usłyszała, że jest gruba – w przedszkolu, od kolegów w szkole, na podwórku. Wyjaśnia wtedy, że jest chora i ma taki problem, ale jest piękna taka jaka jest. Zamyka tym usta największym złośnicom, a ja przełykam łzy dumy i radości. Piątka, Wróblewska, budowałaś, budowałaś i zbudowałaś, poczucie wartości na medal. Choć nawet nie wiem czy przypisywać tu sobie zasługi, bo ta dziewczynka zaskakuje nawet mnie.

Mam koleżanki, które twierdzą, że budują poczucie własnej wartości swoich córek bo mówią im, że są takie piękne, szczupłe i mają takie piękne długie włosy. Tak robią osoby, które pominęły podpunkt o pracy ze sobą – jak dzieci we mgle próbują robić coś, ale celują kulą w płot. Bo potem śliczny dzieciak dojrzewa, tyje, ma pryszcze i obcina włosy na pazia. Cała “uroda”, którą tak skrupulatnie komentowała mama pryska jak bańka i jest dramat bycia brzydkim, nieakceptowanym. Co więcej, pomyślcie jak te chude, piękne i długonogie patrzą na swoje inne grubsze/niższe/krótkowłose koleżanki. Jak długo trzeba, żeby zaczęły to komentować? Przecież wychodzą z poczucia wyższości, one – idealne i reszta tych, które nie spełniają norm piękna ustalonych przez mamę.

Ugryźcie się w język.

Jest taki nurt w ogóle bez mówienia o urodzie. Niestety jest bardzo ciężki do wykonania, bo jak takiemu słodziasznemu maluchowi nie powiedzieć, że jest piękny i cudowny i aż by się go zjadło ;). Wiem, wiem.. jestem matką. Ale róbcie to mądrze. Twoje dziecko jest idealne takie jakie jest. Moje dziecko również. Szczególnie małe dziewczynki – bez jednego, słusznego kanonu piękna z ‘odlewu’.  Piękną pracę wykonuje tu moja blogowa koleżanka – Polka Dot. Obserwując jej córkę, mam świadomość, że ona robi to co ja – wychowuje kobietę która ma największą wartość w swoich oczach i robi to dla świata, a nie dla siebie (przeczytajcie TU).

 

Przesłanie

Więc moja droga córko. Możesz mieć krótkie włosy i chodzić na judo czy piłkę nożną. Możesz chcieć zostać projektantką mody, weterynarzem czy astronautą. Możesz chodzić w różu, albo czerni. Możesz mieć na głowie dodatkową kropkę, możesz mieć autyzm, lub jeździć na wózku i być najpiękniejszą! Możesz mieć odstający brzuszek, albo ręce chude i długie, po kolana. Możesz być poważna, lub totalnie się wygłupiać. Możesz być też smutna lub zła, kiedy tak czujesz, to totalnie ok.

Możesz czytać książki jak szalona lub zakochać się w komiksach. Możesz mieć krzywe zęby, aparat z klorowymi gymkami. Jesteś idealna taka jaka jesteś! Ale pamiętaj, że Twoja koleżanka też jest idealna, taka jaka jest, nawet jeśli lubi coś innego niż Ty lub wygląda inaczej. A kiedy potrzebuje Twojego wsparcia, lub pomocy, wyciągnij rękę. Miej odwagę, nawet jeśli inne dziewczyny tego nie zrobią. Wychodź ze strefy komfortu, śmiało i tam też bądź sobą. To wystarczy.
A świat na ciebie czeka. Taką, dokładnie taką, jaka jesteś!

Mama