Lifestyle

Kiedy żaden lekarz nie wie co Ci jest, próbujesz wszystkiego

Zdradzę Wam tajemnicę. Choć nie jest to rzecz sekretna, możecie nie zdawać sobie sprawy, że… codziennie dostaję po kilka/kilkanaście komentarzy do wpisów, które od dawna są na moim profilu. Najprawdopodobniej od osób, które dotarły na bloga z wyszukiwarki. 90% z nich jest pod wpisami o… chorobach. ‘Jak wyleczyłaś boreliozę’? ‘Jak sprawiłaś, że minęły ci szumy uszne?’, ‘jakim cudem wyleczyłaś się z zespołu suchego oka?’, ‘jak poradziłaś sobie z ibs-em?’  i inne dotyczące schorzeń, o których wspomniałam wcześniej na blogu.

Muszę przyznać, że – również – w 90% przypadków, na te pytania nie odpisuję. Stosuję tyle różnych praktyk i nurtów, że opisanie tego człowiekowi w komentarzu nie ma sensu. Albo uzna mnie za wariata (jeśli trafia do mnie z googla, kompletnie mnie nie znając), albo orzeknie, że jest to nieosiągalne finansowo jeśli chce się wszystko zastosować na raz, lub poprosi o potwierdzenie skuteczności danej, jednej metody, co jest niewykonalne. Bo do ciała mierzącego się z problemami nieoczywistymi, podchodzi się holistycznie. Dlatego dziś postanowiłam zebrać wszystkie stosowane przeze mnie praktyki mające na celu poprawę mojego zdrowia w jedną notkę, do której będę mogła już zawsze odsyłać poszukujących odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

 

Borelioza

Zacznijmy jednak od początku – dla tych z wyszukiwarek. Od 22 r.z choruję na boreliozę (+ko). W 16 rz byłam miesiąc leczona szpitalnie, antybiotykiem dożylnie. Następnie – jako, że nie było jeszcze obecnych procedur uznania, że jesteś zdrowy po 2 tyg. antybiotykoterapi – leczono mnie co roku 2-4 tyg doksycykliną. Potem zaprzestano, jako, że stan mojego zdrowia był ponad normę dla osób zdrowych ;). Jedyne dolegliwości przez 15 lat to okresowy bóle stawów i mięśni.

W 2016 wszystko się zmieniło, jako, że bydlę zaatakowało układ nerwowy i tkanki miękkie i szlak trafił wszystko. Nawet nie wiem czy da się wymienić wszystkie bolesne przypadłości które mnie spotkały, ale hitem jest zapalenie chrząstek międzyżebrowych, zespół suchego oka, zespół palenia jamy ustnej, zanikowe zapalenie skóry, tężyczka i inne. Ogólnie w skrócie – ponawiające się stany zapalne, w moim przypadku tak niespecyficzne że w 99% przypadków lekarze patrzą na mnie jak na kosmitę. Wymykam się schematom i udowadniam, że większość lekarzy jest silnie niedouczonych, nawet poruszając się w konkretnej specjalizacji (4 zakaźników nie umiało rozpoznać zanikowego zapalenia skóry, mówiąc, że pierwszy się z takim czymś stykają.. a jest to dość książkowy objaw przewlekłej boreliozy. Ostatecznie zdiagnozował mnie po 4 miesiącach… dermatolog i on leczył na boreliozę!).

To jest chyba najgorsze w moim schorzeniu, ta bezradność w oczach lekarzy. Zero pomysłów, zawsze. Co nowego moje ciało nie wyrzuci oni patrzą na mnie jak na kosmitę.

Medycyna alternatywna

To nie było do końca tak, że z wyboru poszłam w stronę medycyny… holistycznej. Poszłam tam wydając wcześniej grube tysiące(!) na lekarzy leczących tradycyjnie, którzy a) sami sobie notorycznie zaprzeczali (nawet w obrębie tej samej specjalizacji) b) koniec końców nie mieli mi nic do zaoferowania… nawet diagnozy! Tak zaczęła się moja przygoda z poszukiwaniem zdrowia gdzieś indziej. I o dziwo – to zadziałało!  Zajęłam się wieloma tematami kompleksowo. Przykład: w stanach bólowych chodziłam na ustawienia Hellingera, terapię manualną, brałam zioła oraz suplementy, stosowałam homeopatię, uprawiałam medytację prowadzoną itp. Po miesiącu dolegliwości ustąpiły. Co pomogło? Pewnie wszystko po trochu. Dlatego dziś postanowiłam opisać wszystko to co robię (lub robiłam) dla swojego zdrowia, co sprawiło, że – mimo nawrotów choroby – żyje mi się bardzo dobrze.

Zdrowa głowa

Praca z ciałem zaczyna się od pracy z głową. Dość pobieżnie napiszę, że od zawsze dużo pracuję z myślami, przekonaniami (np. od zawsze, już jako dziecko mówiłam sobie, że jestem typem optymistycznym i energetycznym, skocznym i witalnym w co – co widać w moim życiu, mózg ewidentnie uwierzył). Kiedy zapominam o mocy wpływu naszych myśli na nasze życie i ciało, siadam znowu do lektury książek Davida Hawkinsa oraz”Potęgi podświadomości” Murphy Joshepa.

Pracuję także z psychologami, na warsztatach, ustawieniach, szkoleniach – aby móc spojrzeć wgłąb siebie i poukładać wszystkie puzzle na miejscu. Ja (ale nie musi się to tyczyć każdego), muszę – ze względu na nadreaktywność mentalną – robić to cyklicznie, jako, że mam tendencję do wpadania w pęd (wszelaki – pracy, zajęć domowych, nawet samych kursów i szkoleń).

Staram się codziennie znaleźć czas na wyciszenie, mindfullnes, czas dla siebie. Ale tę część rozwinę innym razem.

Styl życia

Nie ma magicznych sposobów, na które liczą ludzie zadający mi pytania w komentarzach do wpisów o zdrowiu/chorobie. Do ciała podchodzi się całościowo. Każdy już wie jak ogromy wpływ na zdrowie ma dieta, ilość godzin i jakość snu, wysiłek fizyczny, relaks. Każdy wie i większość nic z tą wiedzą nie robi. A czasami wystarczy tylko tyle i aż tyle. Jeśli jednak problem jest głębszy można próbować dalej. Ja przetestowałam chyba wszystko co jest na świecie ;). Wybaczcie, ale moje schorzenia były bolesne, a jak już pisałam, lekarze nie mieli mi nic do zaoferowania,  dlatego szanuję każdą z wymienionych poniżej metod terapii nawet jeśli nie wpisuje się w powszechnie uznany sposób leczenia.

 

Terapie manualne, terapia bowena, oraz krzyżowo – czaszkowa

Z terapią manualną zetknęłam się 12 last temu będąc w ciąży. Pewnego dnia obudziłam się z bólem barku, tak silnym, że dosłownie mdlałam. Jakby ktoś wyrywał mięsień i przypalał go ogniem na raz. Łykałam codziennie dozwoloną (dla ciężarnej) liczbę apapów, jednak to nie wystarczało, a ból non stop powracał. Chodziłam po 100 neurologach – nikt nie mógł mi pomóc, jako, że byłam w ciąży. Ból był nie do zniesienia, na tyle, że myślałam o przedwczesnym rozwiązaniu ciąży (byłam w 34tc). Rano jeździłam na krioterapię, potem łykałam papy, aby następnie znowu po południu udawać się na krioterapię. Kiedy już traciliśmy nadzieję, Wojtuś znalazł gabinet ‘terapii leczenia bólu’ Joli Szyszło (Białystok). Przyjęła mnie na asap, jako, że byłam ciężarna i cierpiąca. Po pierwszym zabiegu ból najpierw się nasilił, ale drugiego dnia wyciszył o 50 %. Po kolejnym zabiegu o 80%, a po trzecim zniknął. Od wtedy zaczęłam wierzyć w czary ;). Zawsze mówię Joli, że uratowała życie Maksia, bo już chciałam go siłą wyjmować. Do Joli chodzimy od 12 lat regularnie – i ja i mąż.

Do terapii manualnej dołączyłam Bowena, którym w Białymstoku para się moja cioteczna siostra Emilia Jaworska. To delikatne procedury mające na celu pobudzenie ciała do samoregeneracji. U niej w gabinecie także dzieją się cuda. Epileptycy przestają mieć ataki, dzieci z adhd, autyzmem, wyciszają się, a osoby z chorobami autoimmuno zaczynają żyć normalnie.

 

Homeopatia

W sumie zaczęło się to dawno dawno temu, kiedy moja mama – największy sceptyk leczenia naturalnego – zaczęła chorować na zatoki. Ciągłe łyżeczkowania, operacje, a zatoki dalej zainfekowane. I któregoś razu, z 15-17 lat temu, pojechaliśmy rodziną w góry, a mama w akcie desperacji, wzięła zalecone granulki homeopatyczne, które otrzymała od jednego z lekarzy. Sama z siebie się podśmiewała, że doszła do momentu kiedy korzysta z metod, których do tej pory nie uznawała.  Aż któregoś dnia zażywania granulek, na szczycie Polanicy (trauma niezła, że to pamiętam ;)) zatoki zaczęły jej się samoistnie oczyszczać. Co to był za festiwal smarków! Dosłownie litry się z niej wylewały. Wyobrażacie sobie jaka musiała być tego skala jak w naszej rodzinie wszyscy to pamiętają? Szczęśliwie problem zatok się zakończył. Tak oto mama niedowiarek, została zwolennikiem homeopatii, którą zawsze broni swoim przykładem.”

 

Z homeopatią mam styczność także od 12-13 lat, jako, że mój lekarz rodzinny (który przychodził jeszcze na wizyty domowe, poporodowe do mnie i małego Maksia), jest także homeopatą. Więc od zawsze leczenie standardowe wspierał homeopatią. Dla nas homeopatia to po prostu część kuracji przywracającej zdrowie. Na temat homeopatii pojawiają się różne opinie, my zdążyliśmy jednak już sprawdzić, że jest ona skuteczna i bezpieczna.

Moja lekarka podchodzi do człowieka holistycznie. Robi dogłębny wywiad na temat zdrowia, począwszy od diety, snu, emocji, odpoczynku, stylu życia oraz moich indywidualnych cech. Leki dobierane są indywidualnie do potrzeb pacjenta. Nie wiem czy wiecie, ale w homeopatii leki dopasowuje się indywidualnie pod daną osobę w zależności od jego objawów. Nawet przy zwykłym katarze lekarz może zaproponować różne leki. Np. osoba która będzie miała katar przezroczysty, lejący się jako woda z kranu dostanie inny lek niż osoba, której katar jest gęsty i zielony. Podobnie jest w przypadku gorączki, jako, że każdy z nas choruje inaczej, każdy otrzyma inny lek. To co ważne leki homeopatyczne po pierwsze są naturalne, po drugie można je bezpiecznie łączyć z innymi lekami, nie powodują również skutków ubocznych. Dlatego w momencie kiedy stosujemy jeszcze dodatkowo inne metody leczenia nie mam obaw, że wzajemnie będą się wykluczały.

 

Medycyna chińska i fitoterapeuci

Z pomocą w wielu schorzeniach przychodzą także zioła (i grzybki). Moja ‘ziołowa’ przygoda zaczęła się od medycyny wschodu (ziołowych kuleczek). Piłam także zioła i nalewki dwóch znanych polskich fitoterapeutów. Te ostatnie są naprawdę mocne i skuteczne. Ważne tylko, żeby były zawsze odpowiednio dobrane przez specjalistę.

 

Kroplówki witaminowe

Kroplówki są rewelacyjne w spadkach formy, odporności lub w momencie potrzeby oczyszczenia wątroby. Więcej pisałam o nich —> TU
Bardzo boleję nad tym, że ITW w Białymstoku jest obecnie zamknięte :(

Suplementy i dokładne diagnozowanie problemu

To mój etap obecny. Mam osobę, która prowadzi temat mojego zdrowia holistycznie. Początkowo poprzez realne sprawdzanie co z nim nie tak (poprzez testy diagnostyczne), sprawdzenie witamin i mikroelementów, schorzeń wszelakich (już w pierwszym badaniu wyszły mi problemy z cukrem). Po dokładnym skanie ciała, całość kuracji sprowadza się do a)wykluczenia alergenów (o nich pisałam –> TU), b) diety celowanej w określony stan zdrowia (mi np. wyszła insulinooporności) c) suplementacji, aby uzupełnić braki.

Brzmi bardzo prosto jednak proces poszukiwania przyczyny zaburzeń, układnie diety i skutecznej suplementacji wcale nie jest proste. Nie wypadanie z diety – mimo częstej pracy zdalnej, wyjazdów itp., oraz regulowanie nadmiaru stresu – to moje największe tematy.
Do tego pilnowanie snu (22-6), ruch na świeżym powietrzu (może być choć spacer), limitowanie czasu spędzanego przed odbiornikiem (w mojej pracy – uhhh, ile to godzin!).

I większość osób chorych na choroby autoimmunologiczne czy przewlekłe dobrze wie, że przedłużający się stres, brak higieny życia, tej super zdrowej rutyny, co jakiś czas sprawia, że problemy nawracają. Ta rutyna być może będzie trwała już zawsze, ale śmieję się, że dzięki temu ja dożyję 100-tki! :) I tej optymistycznej wersji się trzymajmy.