Oglądałam wczoraj bardzo pouczający film. Taką mini psychoterapię dla dorosłych, ubraną w barwną i zabawną treść niby dla dzieci – “Krzysiu, gdzie jesteś?” Mądrość haseł ‘głupiutkiego misia’ zachwyca nie od dziś.
Jest tam jaka jedna scena, w której wszyscy przyjaciele – Kubuś, Prosiaczek, Osiołek i Tygrysek jadą pociągiem i wyglądają przez okno. Każdy z nich widzi to samo – podmiejskie zabudowania, łąki, las. I każdy zapytany o to co dostrzegł za oknem odpowiada inaczej. Dokładnie nie pamiętam co mówili, ale mniej więcej brzmiało to tak: Prosiaczek widział strach i przerażenie. Osiołek bezsens, dół i depresję. Zaś tygrys zabawę, radość i przygodę. Kubuś jadąc już wcześniej widział po prostu ludzi, konie, domy i dzieci.

Ten sam widok, tak wiele interpretacji.
Dokładnie tak samo wygląda to w naszym życiu.

Wielokrotnie, ale to setki razy pytałyście mnie skąd – mimo różnych okoliczności życiowych – czerpię tę energię i pozytywne nastawienie. Otóż… z wyboru. Wybieram bycie radosną optymistką. Czasami jest to ciężka praca, kiedy na przykład wracasz przemęczona z wakacji z myślą, że odpoczniesz, a Twoje dziecko 9 dni ma 40C gorączki, przez co nie sypiasz i biegasz i zamartwiasz się do bólu kości. Trzeba zrobić wtedy zrobić miejsce na zmęczenie. Przez tydzień np. mówić – sorry, chwilowo nie jestem Marleną jaką znasz, więc jeśli na to liczysz, wpadnij za tydzień- dwa ;). A potem się podnieść, spojrzeć w słońce i wrócić do swojej najlepszej wersji.

Szczęście to sprawa nastawienia
Nastawienie jest kwestią wyboru

Zanim zaczęłam pisać o swoich problemach zdrowotnych, a zaufajcie mi, inne również posiadam, część osób pisała mi – ‘Ty nic o życiu nie wiesz. Żyjesz w sielance to i jesteś optymistyczna’. Ostatnie lata nauczyły mnie, że wszyscy niosą jakiś bagaż. Wszyscy! Problemów ze zdrowiem, relacjami, finansami, przeszłością, przyszłością… Chodząc na szkolenia psychologiczne napatrzyłam się na ludzi pięknych, uśmiechniętych, którzy – co wychodziło w trakcie warsztatów – w życiu mają ciężej niż 90% społeczeństwa.

Tak to już po prostu jest, że bywa różnie. I 10 osób posiadających dokładnie taką samą sytuację życiową odnajdzie się w niej zupełnie różnie. Dwóch wpadnie w depresję, bo jest tak fatalnie. Trzech będzie załamanych zdarzeniami. Kolejnych 4 będzie wiecznie narzekać. A jeden – jeden uzna, że ma super życie… takie jakie jest. Z całym bagażem zdarzeń.

Czy optymizm to geny i cecha wrodzona?

Trololo. To stwierdzenie odejmuje Nam/Wam całkowitą sprawczość. Geny postanowiły za Was. Pech. Los postanowił za Was. Miejsce urodzenia postanowiło za Was. Już nic nie da się zrobić…

A gucio!

Ja PAMIĘTAM moment w którym POSTANOWIŁAM, że będę radosna i optymistyczna. Byłam wtedy bardzo, bardzo młoda. Ogólnie muszę Wam zdradzić, że kiedyś.. dużo później, odkryłam, że mam super wysokie IQ, choć całe życie słyszałam, że może i bystra ale leniwa, i nie uczyłam się na 5-tkach. Jako dziecko – sama wymyśliłam jak budować mapę myśli, przez co miałam pamięć doskonałą.. do zupełnie niepotrzebnych rzeczy. I jakoś już jako totalny dzieciak, pamiętam, że obserwując rozmowy dorosłych, chciałam być inna. Bez narzekania, wiecznego czarnowidztwa i szklanki zawsze pustej w połowie. I uwierzcie mi na słowo, nie mam tego zapisanego w genach. Mój tata już trochę łamał schemat pesymizmu i narzekactwa, ale ja nadałam tej radości życia nową jakość.
Bo tak postanowiłam.

W jakim schemacie działasz?

Naukowcy i psychologowie mówią jasno – wyrabiamy sobie sami szlaki w mózgu swoimi myślami i nastawieniem. Po których w następnej takiej samej sytuacji pobiegnie myśl. Czyli, kiedy zawsze w sytuacji choroby dziecka wpadasz w lęk, strach i doła.. tak nauczyłaś reagować swój mózg. Kiedy następnym razem zachoruje Twoje dziecko, Twój układ nerwowy nie pomyśli nagle “pójdę inną drogą, bo teraz w ogóle się nie boję i radośnie, odważnie podejdę do problemu.” Nie, popędzi linią strachu i doła. I tak w każdej sytuacji – braku finansów, relacji z mężem. Sami wypracowujemy sobie latami reakcje –  optymistyczne lub pesymistyczne. Mózg ćwiczymy jak mięsień – 100 powtórzeń i samo leci.

Połowicznie pochodzę z rodziny, która podchodzi z paniką i strachem do chorób. Wiem jak reagował mój tata na te same schorzenia, a jak reaguję ja. To znowu wybór. Mój tata nie spał nocami i trząsł się nade mną, a ja – dla własnego zdrowia psychicznego – biorę 1000 oddechów. Dużo sobie tłumaczę, że nic się nie dzieje, jutro wstanie dzień, pójdę to lekarza i będzie totalnie ok. Dużo oddycham w rytmie dalekiej przyszłości. Czy to, że w danej chwili moje dziecko ma taką przypadłość, będzie ważne za 20 lat? Może to okaże się największym plusem np. że będzie miała duże piersi :D. No kurde szklanka do połowy pełna. Zarażasz tym również dzieci.

[Przykład. Jako dziecko budziłam się w nocy. Miałam tzw. night terrors. Żeby nie było, że obgaduję rodziców – oni nie mieli wtedy googla i wiedzy. Lekarze im wmawiali cuda na kiju łącznie z tym, że ich dziecko (czyli ja) ma dziecięcą schizofrenię O.o.  Ja pamiętam to jaką całą wielką historię choroby- lekarze, rodzice w strachu, w nocy trzęsący się dosłownie nade mną. No horror ich i mój.

Maks w okolicach 1 klasy zaczął miewać night terrors. Pierwszy raz, kiedy się już wybudził, mówił, że pamięta coś o grze w przelewanie wody.. takiej z krokodylkiem. Nazwaliśmy więc te całe wybudzenia “krokodylkiem”. Pierwsze 5 x kiedy on się wybudzał i płakał … wróciła cała moja trauma. Płacz, lament i o mój boże. Ale wzięłam się w garść – dla niego. Bo to jest totalne nic, serio. Mózg nie rozwinięty jeszcze w fazie snu rem, połowicznie się budzi (TU przeczytacie więcej). Po pewnym czasie oswoiłam się z wybudzeniami i do Maksa chodził Wojtek kiedy się wybudzał. Maks – pozbawiony tego lęku, którym mnie jako dziecko zarażali rodzice, totalnie LUBIŁ swoje ‘krokodylki’. I jak się wybudzał, a ja leżałam u niego, potrafił powiedzieć “mamo, Ty już idź do siebie, bo mi z Tobą nie wygodnie” :P. NT odeszły w zapomnienie, ale w naszej pamięci są jako fajne “krokodylki”. Nastawienie robi wszystko!]

Co myślisz o otaczających Cię ludziach?

Teraz pomyśl co zazwyczaj myślisz i mówisz o ludziach. To jedna z pierwszych rzeczy, które od ludzi można usłyszeć, żeby ocenić ich  nastawienie do świata. Czy wszyscy – w Twoich oczach – są zazdrośni, zawistni i zakompleksieni? No źli, tępi mali ludkowie. I nauczycielka – no ciemnogród, koleżanka z pracy- zazdrosna jędza! Pani z mięsnego jak 10 plasterków odważa to zawsze oszuka. Sąsiad, łajdak ukradł Ci rower (choć po latach okazuje się, że pożyczyłeś bratu). Wszyscy otaczający nas ludzie to chodzące porażki.

Lub… Nauczycielka wysila się jak umie. Choć coś mnie nie zadowala, to widzę jak ciężko pracuje z dzieciakami. Ja jednej przerwy nie jestem w stanie znieść w szkole. Pani z mięsnego, zawsze mi dobrze doradzi, albo wytrwale czyta mi składy 100 wędlin, choć już pewnie jej gul chodzi, ale czyta. Sąsiadów mam najlepszych z możliwych, domu popilnują z okna, jak tak siedzą w nim cały dzień.. Wszyscy ludzie – choć borykają się z problemami – mają w sobie tak dużo dobrego.

Ci sami ludzie.

 

Wy

 

Nie jestem zawsze radosna

Nie jestem zawsze radosna.  Niosę bagaż jakichś przekonań z dzieciństwa. Niosę swoje własne problemy, o których od jakiegoś czasu Wam pisze wprost. Ale pozostaję w zgodzie ze swoim wyborem – wstaję i nadal jestem optymistyczna. To nie jest tak, że jak mnie boli kręgosłup, czy rozejdą mi się mięśnie brzucha 5 dni przed wyjazdem na Dominikanę, to ja się z tego cieszę. Płakałam Wam na ig… Ale jak mnie już posklejają (przed wyjadem) lub pozszywają (tuż po) to nie nurzam się w nieszczęściu a cieszę, się, że problem został rozwiązany.

Wielokrotnie słyszałam od Was sprzeczne informacje na swój temat – albo, że jestem bogatą snobką, lub – komentarz dalej – że widać, że nie mam kasy i jestem pozerką. Albo byłam najlepszą mamą, albo najgorszą na świecie co dzieci wykorzystuje do zarabiania. Albo miałam w sobie mądrość Dalejlamy, albo byłam pustakiem. Ta sama ja. Tak wiele Waszych odbiorów… mówiących tylko i wyłącznie o tym co jest w Was, a nie we mnie. Ja wciąż byłam taką samą Marleną.

Spokojnie, to wyuczalne

Od dziś. Dosłownie od teraz, postanów sobie reagować inaczej. Nie zmienisz świata, ale możesz zmienić swoje nastawienie. Może nie w ciągu tygodnia. Jeśli na swój pesymizm pracowałaś 30 lat, zajmie to trochę dłużej. Ale jest wykonalne. Zacznij myśleć o ludziach jak najlepiej. Na początku możesz czuć się dziwnie, ale wejdzie w krew. W każdej sytuacji znajdź plusy. Chore dziecko? Więcej czasu razem. Mało kasy w danym miesiącu – krążki ziemniaczane są takie pyszne i może się okazać, że nawet buty po starszym dobre na kolejne dziecko. Mąż byle jaki? Wymienić. Żartuję ;). Pracować nad relacją.

Warsztaty psychologiczne, kołczingowe różne – uwielbiam! Zmieniają nastawienie do życia, do ludzi. Otaczanie się ludźmi pozytywnymi, kolorowymi! Można doświadczyć objawienia nawet tylko stojąc obok nich ;). Wszystko można, na wszystko jest siła i energia.

Wszyscy jesteśmy Tygryskami, serio! Choć może w lustrze widzisz Kłapouchego czy Prosiaczka, jesteś gdzieś tam głęboko wewnątrz Tygrysem :D. Chcesz brykać i się śmiać i cieszyć z prozaicznych chwil.

“Żeby gdzieś się znaleźć najlepiej wcześniej gdzieś się zgubić” – Kubuś Puchatek. To ok, że teraz jest tak jak jest, ale za chwilę może być zupełnie inaczej.

I pamiętajcie o relaksie i odpoczynku, bo “z nicnierobienia biorą się najlepsze cosie” :)

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email