kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto, fotokalendarz kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto kalendarz ze zdjęć, empikfoto, fotokalendarz kalendarz ze zdjęć, empikfoto, fotokalendarz kalendarz ze zdjęć, empikfoto

To pierwszy taki rok. Dwoje moich dzieci w szkolnych murach. Nowa rzeczywistość i codzienność. Cały czas się jej jeszcze uczymy – zmieniających się planów lekcji, grafików zajęć dodatkowych. Dokupujemy rzeczy szkolne, ubrania, mundurki… Jednak pewne rzeczy nas totalnie zaskoczyły.

Jaka matka taki syn!

Posyłając dzieci do szkoły miałam pewne wyobrażenie jak to będzie wyglądało u każdego z nich. Maks był super grzecznym chłopcem. Kulturalnym, elokwentnym, przesłodkim. Nigdy nie robił scen z trzepaniem kończynami w miejscu publicznym. Potrafił grzecznie wysiedzieć nawet kilka godzin w kinie czy innym miejscu publicznym. Do tego super inteligentny, czytający i piszący już w przedszkolu. W szkole miałam spijać śmietankę swoich matczynych sukcesów. Cóż… Mogłam przewidzieć, że, kiedy jest tak podobny do mnie z wyglądu i charakteru to i w szkole pójdzie mu równie “świetnie”.
[ Gwoli napomknięcia, zachowanie nieodpowiednie miałam po raz pierwszy już w klasie 1-3 :D, na lekcjach chodziłam i gadałam, do szkoły zapominałam głowy i plecaka. Nadrabiałam tym wysokim IQ, które synek odziedziczył po mamuni ;) ]

Maks w szkole od razu zaczął łobuzować. Sporadycznie miał ochotę na to co robiła reszta, a jako dziecko o wysokiej inteligencji także emocjonalnej, niejednokrotnie z szacunkiem wyjaśniał, że pisanie w kółko tych samych liter to nuda po wymioty. Zapominał wszystkiego do szkoły i ze szkoły. Zdarzało mu się wyjść w butach Lenki (3-4 rozm. za małe, dziewczęce). Przez 3 lata dostawałam permanentnej nerwicy i klękałam przed moimi rodzicami, którzy przeżywali to wszystko ze mną, w czasach kiedy szkoła nie miała w sobie tyle luzu, tolerancji i chęci pomocy dziecku. Dopiero pod koniec III klasy wszystko zaczęło się stabilizować i Maks… znowu stał się Maksem.

Jaka matka taka córka?

Z drugiej strony, byłam lekko przerażona pójściem Lenki do szkoły. To jest dziecko – tornado. Afery z turlaniem się po glebie zaczęła w wieku lat 2  i kontynuowała przez większość swego życia. Potrafiła odpyskować każdemu, na każdy temat. Jak to zwykłam mawiać, dla Lenki nie ma świętości. Wisi jej czy to matka, lekarz czy nauczyciel. W przychodni do naszej lekarki odpowiadała “nie mów do mnie, nie mam ochoty Ciebie słuchać!” Czy muszę mówić, że rok czekałam, zanim znowu tam poszliśmy na wizytę? ;)
Czegóż można by więc spodziewać się po szkole. Od roku ubiegłego, kiedy to dowiedziałam się, że nauczycielką Lenki, będzie ta sama Pani, która miała klasę Maksa (i jakoś dała radę to przeżyć ;)), zaczęłam nastawiać ją psychicznie, że nadchodzi moje drugie dziecko… a grzeczne było to pierwsze, także teges, no.

Po pierwszym tygodniu szkolnym Lenki podeszła do mnie pani ze świetlicy: “To pani córeczka?” – Yhymm.. pomyślałam, – zaczyna się! “Bo ja chciałam powiedzieć, że to najgrzeczniejsze dziecko świetlicowe. Taka słodka i zawsze chętna do wykonywania zadań.” Patrzę na kobietę, potem na dziecko które prowadzi… Serio, moje! No ale powiedzmy, że mógłby to być błąd statystyczny. Kilka dni później mąż spotkał na treningu synka, panią od angielskiego, która powiedziała to samo – grzeczna, stara się, pięknie bierze udział w zajęciach. Kiedy więc kolejne kilka dni później usłyszeliśmy od pani wychowawczyni te same słowa – grzeczna, spokojna, pilna, byliśmy całkowicie zbici z tropu. Czy to serio nasze? Może ją biją w szkole? Czy nas nie lubi :P dlatego jest zupełnie inna w domu? ;) Z tym ostatnim (i przed ostatnim i jeszcze wcześniejszym) żartuję. Jednak zaskoczenie wciąż nie mija.

Ku pamięci! – kalendarz szkolny

Jak by nie było nasze dzieciaki – jak jeden mąż – mają problemy z zapamiętywaniem tego, co zapamiętać w szkole trzeba. Główne zaniki pamięci pojawiają się przy pracach domowych, składkach, dniach wycieczek, dniach w które trzeba coś przynieść, zajęciach dodatkowych itp. Uczymy młodych każdego dnia zapisywać wszystkie ważne nadchodzące wydarzenia w… kalendarzu. Ja od lat mam taki wiszący w hallu na dole, gdzie oznaczam ważne daty – dzieci to widzą i wiedzą. Kiedy więc dostały własne, widziały co z nimi robić.

Ale to nie są takie zwykłe kalendarze, tylko kalendarze ze zdjęciami! Każdą ze stron zdobi jakieś kadrowo fotograficzne wspomnienie. Możecie je przygotować samodzielnie (jako prezent) lub razem z dzieciakami, na stronie empikfoto.pl. Trwa to kilka minut, a radość dzieciaków jest bezcenna!

Do wyboru są różne rodzaje kalendarzy ze zdjęć –  wiszące oraz stojące, na biurko. Właśnie ten ostatni wybrałam dla Lenki, jako, że jest ona jeszcze dość mała i uczy się poruszania w miesiącach i dniach. Maks, IV-klasista ma już poważny kalendarz z rubryczkami, w których można sporządzić małą notatkę. Pomaga mu to w organizacji tygodnia i odznaczeniu najważniejszych wydarzeń. To taki wstęp do dorosłego planowania i zarządzania czasem.

[UWAGA! Mam dla Was kod zniżkowy – 50% na hasło makoweczki50. Jest on ważny do 21.10.18 także nie traćcie czasu i zamawiajcie!]

A pomiędzy planowaniem są po prostu sobą. Idealną wersją Maksa i Lenki na daną chwilę. Czas pędzi i za rok dwa, będą kimś zupełnie innym. Nie ma co się spinać i zmieniać rzeczywistości na siłę. Akceptacja rodziców to dobro największe!

 

 

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email