Kilka dni temu, na instastories, w rozmowie z dziećmi, padło wyznanie Maksa, że dostał danego dnia szóstkę i piątkę i że to norma, bo w naszym domu nie można dostawać ocen poniżej 5 i 6. W wiadomościach powstała lekka aferka. Czy Makowa postradała zmysły i została neurotyczną matką z parciem na oceny? Czy ma wizję posiadania obowiązkowo, klasowego/szkolnego prymusa? I co w takim jazie z tą jej bliskością i empatią do dzieci?

Już tłumaczę :)

Zasada to jest skierowana tylko do Maksa. To nie jest coś co promuję i propsuję i “koniecznie róbcie tak ze swoimi dziećmi”. Absolutnie! Wręcz rzekłabym, cieszę się, że zareagowałyście. Sama patrzyłam na rodziców moich kolegów z wiecznym parciem na naukę, zakuwaniem dniami i nocami, poprawkami itp. jak na oszołomów. Jakbym teraz miała brutalnie ocenić kariery tych dzieci, to mogłabym się przenieść w przeszłość i krzyknąć donośnie do rodziców “odczepcie się od nich, to nie ma sensu”. Moi rodzice, a przynajmniej tata byli dość wyluzowani nt. moich ocen, wierząc, że cytuję – “Ty to z gówna bicz ukręcisz”. Zakładam, że chodziło o moją niezgłębioną inteligencję i szelmowski spryt. Lub o zupełnie coś innego, ale nie wyprowadzajcie mnie z błogiej nieświadomości.

Skąd więc pomysł na tak radykalne rozwiązanie jakim jest zasada – ‘tylko 5 i 6’? Zbiera się na nią kilka faktów. Po pierwsze Maks jest naprawdę zdolnym dzieckiem. Takim naprawdę, naprawdę zdolnym, a nie tak jak 99,9% mówi o swoich dzieciach ;). Wierszy uczy się na przerwach, lektury czyta w jeden wieczór, ma doskonałą pamięć i logiczne myślenie. Większość rzeczy przyswaja na lekcjach, bo jak coś raz usłyszy to zazwyczaj już to zapamiętuje. Małe klasy szkoły prywatnej sprawiają, że – póki co – słucha i słyszy. Nie ma więc jakiejś potrzeby wiecznego kucia w domu. W tym roku powtórzył sobie przypadki i potęgi przed klasówką.

Druga sprawa – nie sprawdzam z nim notorycznie lekcji i zeszytów (co sprawia, że okresowo dostaję zawału sprzątając jego tornister). Podjęłam tą decyzję dość dawno i opisałam ją w poście —> “Nie wiem co mój syn ma zadane, nie odrabiam z nim pracy domowej”:“(…) Kiedy więc (Maks) poszedł do II klasy w nowej szkole wprowadziłam nowe zasady – szkoła jest obowiązkiem ucznia, nie rodzica i to on ma dbać o wszystko co z nią związane (w ramach umiejętności). (…)
Najbardziej spodobało się Maksowi samodzielne odrabianie prac domowych. Pewnie głównie dlatego, że nikt nie poprawiał jego bazgroł (a pisze naprawdę brzydko). Uznałam jednak, że w skali życia, a nie danego miesiąca, czy roku ważniejszą umiejętnością jest samodzielna organizacja pracy, systematyczność, pilność, niż kaligrafia. (…)”

Prace domowe odrabia nieodmiennie sam i pilnuje – wybitnie się złoszcząc – kiedy się wtrącam w jego projekty (od tego roku jest w klasie IV, więc trochę się wtrącam pilnując, np. żeby wypracowania były odpowiednio rozbudowane).

Trzecia sprawa – w szkole prywatnej nauczyciele nie mają w sobie jakiejś… nie wiem jak to dobrze ubrać w słowa… misji? dawania słabych ocen. Wiedzą, że rodzice, którzy płacą niemałe sumy za naukę wymagają, żeby te dzieci… uczyć. Małą grupę DA SIĘ nauczyć. Więc sprawdzian jest dla dziecka, ale też nauczyciela. Wierzę nauczycielom, że uczą jak najlepiej i jak dziecko przyswoi materiał to dostanie dobrą ocenę. Piszę to jako zdziwienie, bo jestem na tyle młoda, że pamiętam jak nauczyciele z dumą stawiali nam 2 i 3. A to przecież ich porażka – nie nauczyli nas! Nie wykonali dobrze swojej pracy! Nic takiego nie ma miejsca w Maksa szkole. Oceny są imho uczciwe, choć każdy nauczyciel ma jakieś tam swoje kryteria (niektórzy np. nie stawiają 6).

[ Mały PS – w szkole Maksa, jednego z przedmiotów (którego Maks jeszcze nie ma) uczy moja pani z LO! Nie napiszę zbyt wiele, bo bloga czyta dyrekcja i nauczyciele Ci młodsi – pozdrawiam! Ale już mam dreszczyk na plecach na myśl o tej przygodzie :P Ja miałam u niej 2 i 3 ;) i co się od niej o sobie nasłuchałam… cóż, ciężko by ją nazwać skutecznym, nowoczesnym czy empatycznym nauczycielem. Ciekawe czy się zmienia na potrzeby prywatnej placówki, jak lekarze – jak im płacisz -supermili, idziesz na nfz i mają muchy w nosie ;)) ]

Biorąc pod uwagę te fakty, nie ma żadnych sensownych przesłanek, żeby synek dostawał oceny poniżej 5 i 6. Daję mu pełen szkolny luz- odrabia co chce i jak chce. Pisze nadal super brzydko – jego sprawa. Uczy się po swojemu, na swoich zasadach. Koła dodatkowe wybierał sam. Nie kontroluję go, nie męczę. Ma pełną dowolność w podejmowaniu decyzji. Jedynym więc wyznacznikiem tego jak sobie radzi – są oceny.

Biorąc pod uwagę jego zdolności i naprawdę fajnych nauczycieli, oceny poniżej 5 dostawałby wtedy, kiedy olałby temat. Tylko i wyłącznie. Na tę chwilę, bo w przyszłości może być różnie i system będziemy adaptować na potrzeby sytuacji. Np. już zgłasza problemy z niemieckiego – materiał idzie dość szybko, a on nigdy nie miał styczności z językiem. Jak się okaże, że i reszta klasy ma problem, możliwe, że pójdę do dyr. z prośbą o koło z j. niem. Niech się douczają. Lub o powtórki czy powtórzenie czegoś. I jak przyniesie 3 czy 4 – bo realnie było coś trudne – błagam Was, już bardziej wyluzowanego rodzica niż ja (w ramach interesowania się dzieckiem, a nie patologicznego olania) to chyba nie ma i moje dzieciaki to wiedzą.

Także spokojnie, nie oszalałam ;). Synek bardzo lubi ten system (on ogólnie lubi wolność, ale w jakiejś ramce) i póki co działa on znakomicie.

A co z Lenką? Pewnie mamy pierwszaków są ciekawe. Niestety jeszcze nic sensownego nie umiem powiedzieć, bo uczę się współpracy szkolnej z moim dzieckiem nr. II, które jest zgoła inne od dziecka nr. I. Póki co widzę, że w tym wieku to czy jesteś ze stycznia czy z grudnia robi całą różnicę życia. Lenka nie skończyła jeszcze 7 r.ż a część dzieci za 2-3 miesiące będzie miało już 8 lat! Inne ogrywanie emocji, pilność, przemyślenia, praca ręka- oko. No 1/7 życia więcej. Biorąc pod uwagę, że większość umiejętności dzieciaki nabywają po 3 r.ż., ten ‘dodatkowy’ rok, naprawdę znaczy wiele. Lenka powinna urodzić się ok 10 stycznia 2012 (jako wcześniak wyskoczyła 9 grudnia 2011) i być obecnie w zerówce.

Taka sytuacja nie jest dobra ani dla dziecka ani dla rodzica, bo dziecko jest nie gotowe na wiele sytuacji, a rodzic albo je popycha i się irytuje albo się lituje i taplają się w tym ‘jesteś taka malutka’. Ja sama wciąż się lekko motam i czekam na jakąś prostą. Bo te 3 lata podstawówki zacierają już te różnice wiekowe, które obecnie jeszcze widać.

A jak sobie radzi? No świetnie! Pisze literki, mówi wierszyki, dostaje słoneczka, nie chce wstawać co rano, nie chce odrabiać prac co wieczór i ogólnie wolałaby się jeszcze całe dni bawić i rysować ;)

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email