Wpisy z podsumowaniem roku, to takie teksty, które piszę po części dla Waszej inspiracji, ale głównie dla siebie. Co roku, o tej porze czytam wszystkie lata wstecz, żeby dowiedzieć się kim byłam w stosunku do tego kim jestem. Żeby zobaczyć progres, zmiany i nową jakość. Aktualnie nie działa wyszukiwarka po datach (pracuję już ze szwagrem nad nowym szablonem), więc nie było łatwo spojrzeć wstecz, jednak wystarczył mi wpis z poprzedniego roku —> KLIK, ale koniecznie zajrzyjcie też do 2016 KLIK,bo to właśnie ten rok pokazał mi kierunek i cel. To był dobry wybór.

Swoją droga po celach spisanych pod koniec 2018, muszę powiedzieć jedno – ‘be carefull what you wish for’: “2019 ogłaszam rokiem zdrowia, zmian, pomysłów, kreatywności. Mam masę projektów w głowie, które dość szybko dam Wam poznać. Kicham tęczą, dosłownie.” I taki był ten rok – baaardzo intensywny i nastąpiło w nim hiper dużo zmian. Nie zaprojektowałam sobie odpoczywania i nie za wiele wyhamowywałam, co sprawiło, że się troszkę rozkraczyłam pod koniec.

Ale rzeczywiście w 2019 miałam masę energii i było całkiem zdrowo jak na mnie. Projekty, wyjazdy, międzynarodowe kampanie. Fajny rok. Choć się nieźle utyrałam ;)

Moja własna pozycja w świecie

To był stanowczo rok, który pokazał mi kim jestem we wszechświecie. Zakończenie misji stawania w pełni swej siły oraz kobiecości. Masa wspaniałej pracy psychologicznej, uświadamiającej mi kawałek po kawałku kim jestem. Bo w codziennym zabieganiu często nie tyle zapominamy, a nie mamy szansy nawet odkryć kim naprawdę jesteśmy. Mechanicznie wykonujemy czynności powtarzając wyuczone (często w domu rodzinnym) schematy. I kiedy odważymy się wyjść po za nie… mówię Wam tam jest łąka pełna kwiatów. Ale kosztuje to niemało pracy.

Jestem baaardzo dumna z siebie i tego ile stopni przeszłam w tym roku. Nie będę o nich pisać bo to bardzo osobiste, rodzinne, pokoleniowe wręcz sprawy, ale powychodziłam z tych uwikłań. To najfajniejsze uczucie na świecie! Więc miejcie odwagę pracować ze sobą, jeśli coś w czym tkwicie Wam nie służy.

Relacja z mężem

Nigdy nie była lepsza niż w tym momencie. A zawsze była rewelacyjna. Kosztowało nas to trochę pracy. Czasami wychodziliśmy od psychoterapeuty zdołowani i “rozwiedzeni”, jednak cząstka po cząstce, dzięki miłości, otwartości i odwadze wspięliśmy się na własne wyżyny. Poznawaliśmy się na nowo, po 12 latach małżeństwa. To bardzo ważna sprawa, bo po takim czasie jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż podczas pierwszych randek czy pierwszych lat pożycia.

Nigdy nie podejrzewaliśmy się o brak miłości czy złe intencje. Po prostu musieliśmy sobie nawzajem upgradować swoje własne wersje. Ja nie jestem już 22-latką i nie patrzę na świat nawet w % tak jak wtedy (tyle miałam lat wychodząc za mąż). Trzeba było trochę pozmieniać nasze podejście do życia, zarabiania, funkcji pełnionych w domu, przeświadczeń, schematów. Wychodzić z koleiny nie jest łatwo, ale po raz kolejny – warto!

Stosunek do finansów

To nasza rodzinna największa praca tego roku i największy sukces. Nie będę rozkładać tego wątku na czynniki pierwsze, jednak nieźle się zadziało w tym temacie. Wywróciliśmy nasz pogląd na finanse do góry nogami. Podjęliśmy świadome decyzje o mniejszej liczbie podróży i spłaceniu kredytów. Spojrzeliśmy także wstecz na to co zbudowało nasze pojęcie o finansach (dom rodzinny, ród). Wszystko po to, żebyśmy obydwoje mogli poczuć się pewnie i zwolnić tępo. I tak to tu zostawię.

Spojrzenie na przyjaźń

To mój najgorszy rok jeśli chodzi o temat przyjaźni. Oczywiście jego ciężka i smutna waga, sprawia że nauczyłam się więcej niż przez 30 lat. Ale wolałabym się nie uczyć niczego w tym wypadku… Może dlatego, że jeszcze nie widzę sensowności tych nauk.

To drugi raz w życiu kiedy miałam złamane serce. Pierwszym razem przez mężczyznę, drugim przez kobietę. Choć ten mężczyzna był w 100% winny rozpadu naszego związku, a w tym wypadku wina leży po połowie. Nie ma lepszych, nie ma gorszych.

O tym czego dowiedziałam się w tym roku o przyjaźni napiszę oddzielny wpis, aby pamiętać, żeby pomóc Wam. Bo nikomu nie życzę takiego morza smutku.

2020

Matko, po tym jak pięknie spełniły się moje projekcje na 2019 boję się coś głośno pisać ;).
Na pewno chciałabym nieodmiennie ciągnąć dobrą passę zdrowia naszej rodziny. Wszystko się wyklarowało i wiemy jak o nie dbać. Chcę tylko pamiętać i mieć na to czas. Tak planować pracę i zajęcia inne, żeby zawsze znaleźć czas na odpoczynek, na przygotowywanie zdrowych posiłków, na zatrzymanie, relaks i nicnierobienie. To nie jest naturalnie moja mocna strona więc potraktuję to jako projekt ;), może wtedy pójdzie lepiej. Dosłownie z rozpisaniem dni i godzin sportu, relaksu i odpoczywania.

Chcę trzymać dobrą passę w pracy. To też piękna ustawieniowa i terapeutyczna praca przełomu 2018 i całego 2019. To zaskakujące, jak bardzo zmiany w nas rezonują na to jak wszystko się układa na zewnątrz. Z tego miejsca więc chcę podziękować moim nauczycielom. Wdzięczność kieruję także w stronę agencji i klientów – nieodmiennie w 2020 będę starała się dać Wam swoją najlepszą jakość. Mam nadzieję, ze przy okazji będzie się nam dobrze współpracowało. Ba, jestem nawet tego pewna! :)

Dziękuję także Wam! I chcę Was takie (takich) jakie jesteście obecnie. Nigdy nie byłam Was pewna tak bardzo jak obecnie. Otaczają mnie mądrzy, świadomi ludzie. Wasze wsparcie w chorobie Lenki wzruszało mnie niejednokrotnie. Nasze rozmowy psychologicznie, nielogiczne ;), rodzinne, ale też te luźniejsze codzienne, urodowe, zabawkowe ach. dziewczyny! Dobrze Was mieć :* Zostańcie <3

Chcę podążać drogą rozwoju, ale bez tak intensywnej pracy jak w ostatnich latach. Niech teraz na spokojnie wszystko się układa. Jakoś tak czuję, że w tym wpisie, ten spokój odmieniłam przez wszystkie możliwe przypadki. Widać jest taka silna potrzeba.