Zasada domniemania niewinności, reguła, w myśl której oskarżonego uważa się dopóty za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu. Zasada domniemania niewinności unormowana jest w Konstytucji RP oraz w kodeksie postępowania karnego, który uszczegóławia zasadę stwierdzeniem, że nie dających się usunąć wątpliwości nie wolno rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego.”

Kiedy bloger decyduje się pokazać kawałek swojego świata lub przedstawić punkt widzenia, rozumie, że robiąc to publicznie wystawia się na ocenę, spekulacje i dogłębne analizowanie każdego słowa. Czasem go to boli, czasem przeraża.

Po pewnym czasie zaczyna podchodzić do pewnych spraw bez emocji.

Wiadomo, że czytelnik przychodzi do blogera ze swoją sytuacją danej chwili. Z tym co się dzieje w jego głowie, w jego życiu. Ze swoim bagażem doświadczeń. Więc doświadczony bloger wie, że często ocena jego słów, czy poglądów, nie jest mierzona jego zamiarami, czy faktami, zaś emocjami i przeżyciami czytelnika.

Jednak marzeniem blogera jest, aby jego czytelnik, ten prawdziwy, przychodzący regularnie, znający go w pewnej mierze, w chwilach kiedy ponoszą go emocje, zastosował zasadę domniemania niewinności.

Bo czy którekolwiek z nas chciałoby aby twórca w swym działaniu musiał analizować wszystkie potencjalne zdarzenia które mogą się zadziać w czyjejś głowie? Co zobaczy samotna matka, kobieta bita, czy wykorzystywana w obrazie namalowanym ostrą, silną czerwoną kreską. Co zobaczy samotnik na skraju samobójstwa w obrazie czarnego zachodu słońca… lub w wierszu o przemijaniu.

Znacie mnie od jakiegoś czasu. Zdaje się, lubicie mnie i po części szanujecie moje zdanie, jako, że wracacie po słowo, myśl czy kadr. Dlaczego więc tak często czuję, że potrzebujecie ocenić jakąś z sytuacji, silnie na moją niekorzyść. Że pewnie jestem kierowcą, nieostrożnym zabijaką, że daję cukier potajemnie, a na blogu piętnuje te zachowania, lub całkiem w głowie mi się poprzewracało, bo jak wiadomo, cukier krzepi. Że dzieci ciągam po zajęciach dodatkowych, więc pewnie jestem jedną z tych matek, neurotyczek, a dzieci to mają być dziećmi (co w XXI wieku oznacza chyba granie cały dzień na konsolach). Że po co na lód szłam jak wiedziałam, że obydwu nie ogarnę, a włosy to mam suche na własne życzenie. I zabezpieczenia w domu montuje, to pewnie z dziećmi nawet nie rozmawiam o zagrożeniach. Chodzimy tak milcząc po domu, a ja powoli zabijam okna deskami.

Ok, przejaskrawiam.

Jednak chciałabym, aby przy tym poście, każdy z nas poświęcił choć minute sobie. Przeanalizował, sięgnął w głąb swoich emocji, co w nas siedzi i co powoduje, że czuję się zobowiązany znaleźć cień w każdej, nawet najzwyklejszej historii. Dlaczego muszę wszystko dogłębnie analizować, i doszukiwać się drugiego, śmierdzącego dna. Po co chcę kogoś oceniać, angażując emocje. Po co napełniać się złą energią. Kiedy można zastosować… domniemanie niewinności.

EV004290
Do dzisiejszej notki zainspirował mnie komentarz do wczorajszego wpisu:

„To może taxi? Jeżeli piszesz, że nie jesteś dobrym kierowcą, to naprawdę zastanów się czy Twoje dzieci powinny z Tobą jeździć :(”

I moja odpowiedź:

„Naprawdę gdzieś zauważyłaś tu takie słowa? Czy to urodziło się raczej w Twojej głowie? :)

Kierowcą jestem doskonałym. Takim ‚naturalsem’ co to mając lat 15 usiadł za kierownicą i pojechał.

Prawo jazdy mam od lat 13, cały czas aktywne. Jeździłam w kilku krajach i na kilku kontynentach. Często moja praca wiązała się z całodziennym podróżami (byłam przedstawicielem handlowym). Jeździłam samochodem w Las Vegas czy Nowym Yorku (także z głośnymi dziećmi).

Przez 13 lat nie miałam najmniejszej stłuczki. Nigdy nie dostałam mandatu. Nie mam nawet 1 pkt. (nigdy nie miałam)..

Więc proszę, powiedz mi skąd pomysł, że jestem słabym kierowcą?”