kombinezony

Jak przygotować dziecko do przedszkola?

To pytanie zadajecie mi od dnia kiedy zaczęłam dodawać posty z wyprawką przedszkolną. I od dziesięciu dni zastanawiam się jak tu wam powiedzieć, że myślenie o tym teraz jest trochę poniewczasie. Niektóre prośby, maile były naprawdę w tonie błagalnym “raaatuj, on widząc ludzi chowa się do mysiej dziury, lub kopie ich w kostkę! za tydzień rusza do przedszkola, poradź coś!”. No i cóż tu poradzić… Cofnij się w czasie o 3 lata i zacznij pracować z dzieckiem wtedy?

Teraz rzeknę poważnie… i lekko przerażająco. Nie ma magicznego zaklęcia które sprawi, że w tydzień lub dwa, przygotujemy 3-latka do przedszkola. Bo to ‘przygotowanie’, to proces. Potocznie znany jako… wychowywanie.
Powtarzam to młodym rodzicom od zawsze. Proces socjalizacji dziecka, jego obycia i przebojowości to 50% charakteru i 50% naszych działań. Tak jak z pierwszą połową niewiele możemy począć ( choć warto zasięgnąć wiedzy od osób wyszkolonych w tym kierunku) tak druga jest naszym polem popisu. I składa się na nią cały czas jaki poświęcamy dziecku zanim ujrzy ono przedszkolne bramy.

Logicznym jest, że nie opiszę wam tu trzech lat krok po kroku. Jednak zróbcie sobie sami taką wycieczkę w przeszłość. Przypomnijcie sobie jak wyglądały ostatnie miesiące czy lata przyszłego przedszkolaka? Czy siedział on 24/24 z Wami lub babcią? Czy jedyną jego atrakcją był spacer na pobliski plac zabaw i męczenie domowego kota? Czy był kiedykolwiek… gdziekolwiek? Na zajęciach zorganizowanych dla maluszków, na basenie, w restauracji, na ‘kinder balu’, wczasach, wyjazdach, kuleczkach, u dziadków na noc? Czy my niejako popychaliśmy go (bardzo lekko ;)) w kierunku socjalizacji, poznawania ludzi, innych dzieci. Czy uczyliśmy dziecko samodzielności o której możemy przeczytać np. na blogu mojej koleżanki w poście “niebieski balonik”. Myślę, że wiele z nas robi to wszystko a) intuicyjnie b) ponieważ wynika to z naszego szeroko pojętego ‘lifestylu’. Jeśli ja jeżdżę na wakacje, latam samolotami, wybieram się na piesze czy rowerowe wycieczki, logicznym jest, że zabieram tam dziecko. Jeśli ja chodzę do restauracji, na lody, gofry itp., zabieram tam też moje dziecko. A potem dodaję do tego szczyptę intuicji i mówię do mojej 2-latki “idź, wybierz sama smak, i zapłać za loda. tu masz 2 zł.” W sklepie pozwalam jej wybrać ulubiony jogurt i nieść go do kasy. Zachęcam maluchy, żeby pomogły mi wyjąć zakupy. Następnie jedno płaci gotówką, zaś drugie w innym sklepie drugie wbija pin do karty. Co to ma do przedszkolnego przygotowania, spytacie?
Otóż ma, wszystko. Właśnie w 5 zdaniach wyżej, powielanych przez lat kilka, nauczyliśmy nasze dzieci samodzielności. Wysłaliśmy je po brakujący widelec w restauracji, po dodatkowy rożek do loda, po wodę w kuleczkach czy po ciastko w samolocie. Więc kiedy w przedszkolu nasz dziecko nie dostanie kompotu jak myślicie, co zrobi? Będzie ciuchutko popłakiwać, czy poprosi panią o szklankę napoju? Właśnie!
I możemy to przełożyć na każdą dziedzinę życia. Jeśli nie wywołaliśmy w dziecku nadmiernego lęku przed nieznajomymi, jest szansa, że kiedy wejdzie ono do placówki, wyciągnie rękę w kierunku pani i pójdzie się z nią bawić. Tak uczyniła Lenka kiedy pewnego razu odbierałam Maksa z przedszkola. Panie ją zawołały na stołówkę, żeby zjadła ze starszakami, a ona po prostu… poszła. Piła kompocik, jadła podwieczorek. Zbłądziła tylko po zjedzeniu, bo zamiast czekać grzecznie z dziećmi siedząc, pobiegła bawić się obok. Ale spokojnie, zasad panujących w placówce nauczy się już na miejscu. Oczywiście z milion razy spróbuje je złamać, ale jest to zupełnie naturalne w tym wieku.

Żeby co poniektórych nie dobijać. Co realnie możemy zrobić teraz? Otóż przygotowywać się do tego dnia, jak na najfajniejszą podróż życia. Opowiadać o przedszkolu, o dzieciach które tam pozna i pysznych posiłkach które zje (ten fragment Lenka lubi najbardziej ;)). Wybierać buty i koszulki do przedszkola. Pakować kocyk i ukochanego misia który z nimi pójdzie. Przygotować szczoteczkę i pastę i mydło oraz ręcznik “tylko twój, przedszkolny!”. I pomiędzy radościami i podnieceniami, wtedy kiedy humor dopisuje, przemycić też te mniej szczęśliwe fragmenty. “Lenko co zrobisz kiedy będzie Ci w przedszkolu smutno i mamusi nie będzie obok?” “Zadzwonię do mamy!” (ok, tej odpowiedzi nie przewidziałam, a jako, że do wyprawki nie dołączam telefonu komórkowego, drążyłam). “A jeśli telefonu nie będzie?” “To pójdę przytulić się do Mania!” … Moja dziewczynka!

Umiejętności obowiązkowe w każdym przedszkolu są inne. U nas np. … żadne (juupi!) ;). Jednak, mogę śmiało odhaczyć odpieluchowanie/odsmoczkowanie, samodzielne jedzenie i zrozumiałą mowę czyli podstawy. Brakuje nam umiejętności ubierania się (co jest lekko dziwne, biorąc pod uwagę tematykę bloga), nakładania butów, kurtek i powiedzmy sobie wprost… czegokolwiek. Ćwiczymy codziennie, ale postępów brak. I takie właśnie małe braki zostawiam paniom z przedszkola. Tym razem ja wierzę w ich magiczną moc. I jest w tym dużo prawdy. Bo dzieci bardzo szybko nadrabiają. Szczególnie te problemy które nie są zakorzenione głęboko w psychice, a takie ‘natury codziennej’.. Szybko uczą się samodzielnie jeść, dzielić zabawkami i stawać w parach. Po miesiącu, dwóch sprawnie biorą udział w zajęciach i widać, że są… wdrożone. Jak my w rutynę pracy zawodowej czy też tej domowej, one wiedzą co mają tam robić. I w 99% wypadków idzie im to bardzo dobrze.

Więc jeśli macie pewność, że zrobiłyście wszystko, żeby wasz maluch był świetnym i na miarę możliwości wynikających z cech osobowościowych, otwartym i odważnym maluchem, możecie uznać, że przygotowałyście dziecko do przedszkola. A teraz odpuścicie, skończcie tresuję i napawajcie się każdym dniem spędzonym razem, wizualizując z dzieckiem świetlaną, przedszkolną przyszłość.

Bo 1 września i tak, jak jeden mąż, będziemy… beczeć.

kombinezony-001DSC01899a