businessman institute   businessman institute

Co tydzień dostaję kilka zaproszeń na przeróżne eventy. W 99% przypadków, kulturalnie dziękuję i odmawiam. Z mojego punktu widzenia to 1-3 dni, charytatywnie poświęcone firmie, która notabene czerpie z tych działań profity. To czas który mogłabym spędzić z rodziną, ‘włożyć’ w bloga lub jakiekolwiek inne przyjemne/przyziemne zajęcie. Co najważniejsze – to czas, którego ja nie posiadam w ilościach wielkich. Nie mam 1-2 dni co tydzień na wyjazdy, na podrzucanie dzieciaków rodzicom i ciągłe podróżowanie. Dla mnie takie wyjazdy mają sens jeśli a) są elementem mojej pracy zarobkowej b) są to szkolenia z których wynoszę praktyczną, potrzebną mi wiedzę c) są to spotkania rekreacyjne z koleżankami blogerkami, bez wykładów zaś z kawką lub winkiem.

Jednak tym razem uległam namowom i wybrałam się na event który nie wpisywał się w założenia żadnego z powyższych punktów. Jednak jego hasło, tematyka sprawiły, że chciałam wziąć w nim udział i moją wiedzę przekazać Wam. Fundacja ‘My Pacjenci’ zaprosiła kilka blogerek, żeby wciągnąć je do rozmowy na temat opieki medycznej maluchów, ich (i naszych) praw oraz wielu zagadnień tematycznych (w tym wyboru lekarza, żywienia maluchów, odnajdywania się w systemie służby zdrowia, zagadnień prawnych i innych).

Wiedzy było mnóstwo. Każda z nas skupiła się na jakimś elemencie wykładu, żeby przekazać go swoim czytelnikom. To świetne rozwiązanie, bo nie czułabym się komfortowo pisząc Wam o “nieswoistej opiece pierwszorzędowej w pediatrii”. W mojej ocenie najciekawszym momentem wykładów był diagram z którego wynikało, że obecnie jednym z większych problemów zdrowotnych społeczeństwa nie jest rak (czy nowotwór) lub inne choroby ciężkie lub przewlekłe a… otyłość. Brzmi banalnie szczególnie w naszym kraju w którym dzieci ‘duże’ uważane są za zdrowe i dorodne. Wszystkie panie 50+ z aprobatą patrzą na Lenę, że taka duża i ‘ochowana’. Zaś co mi się oberwało za Maksia…

W każdym razie temat podejmę w innej notce skupiając się nie na samym problemie a zmianie naszego nastawienia do diety, a szczególnie aktywności ruchowej.

——
Chciałam szczególnie podziękować panom z części restauracyjnej Hotelu Businessmen Institute. Obsługa na światowym poziomie, przemiła, pomocna, uśmiechnięta.
Nieśmiało spytałam gdzie możemy udać się z 4-ką (my + Bubki i Szafeczki) dzieci, żeby nie przeszkadzać innym gościom. Zaprowadzono nas do oddzielnej, przestronnej salki z wygodnymi fotelami dla dzieciaków, TV. Zebrano niebezpieczne kieliszki i inne ozdoby. Obsłudze po prostu chciało się nam pomóc i umilić ten czas. Uwielbiam!

g h i j
***

k
To był weekend w biegu. Po godzinie 15-tej opuściliśmy Businessmen Institute i udaliśmy się w kierunku centrum stolicy, do Hotelu Mercure. Maluchy (jak widać na zdjęciu powyżej) migiem skolonizowały i oswoiły lobby. Szczęśliwie, większość gości hotelowych była narodowości niemieckiej, w wieku 60+, więc nasze szalejące dzieci wydawały im się słodkie i urocze (a nie diabły niewychowane).

l ll m    pPopołudnie? Istne szaleństwo. Maraton dookoła Pałacu Kultury w poszukiwaniu Mustache Yard Sale, potem bieg przez stanowiska wystawców (dużo buziaków i ścisków, jako, że znałam większość właścicieli firm i firemek handmade. Trzymałam nawet 2-miesięcznego maluchszka Pan Pantaloni <3). Spotkanie ze stadkiem cudownych blogerek —> galazki.blogspot.com (która opuściła dla nas swoje centrum dowodzenia :*), wikilistka.pl (mała Wi, bez reszty zakochana w Lence :*), bakusiowo.pl (najzgrabniejsza;), maledranie.blogspot.com (za mało, za krótko! :/), lilife.pl (będzie więcej.. ;):*:*).
Wieczorem drinki i ploteczki z najwytrwalszymi mamuśkami. Zaś po 22 tatusiowie wybrali się na Godzillę.

r   t
***

   wwW niedziele zaś po szybkim shoppingu w Tarasach udaliśmy się na event Nutella. Niestety z Bubkami, jako ludzie wsi strasznie męczyliśmy się najpierw stojąc w korkach, szukając godzinami miejsca parkingowego, pędząc 100km pieszo, bo nigdzie blisko nie dało się zaparkować, potem przeciskając się przez tłum ludzi (szczęśliwie z zaproszeniami mieliśmy VIP pass, bo chyba nie skusilibyśmy się na stanie w kilkugodzinnej kolejce), na koniec oczekując na śniadanie (2 bułki, sok i słoik Nutelli na … 7 osób, w tym ciężarną ;)). Niemniej dzieciaki były zachwycone, Maks brał udział w konkursach, Lenka robiła własne show, które stało się konkurencją dla tego głównego.

Po godzince uciekliśmy mając nadzieję na wizytę w zoo. Jednak w pierwszy słoneczny dzień maja, cała Wawa była jednym wielkim zoo, więc kolejka na następne 5h. nie była opcją. Szybki lunch w Arkadii i ucieczka na wieś..

Jak ja kocham Białystok <3. Moje wiejskie miasto!

 y   zz